Zamieszkali w największym na świecie getcie cygańskim i nagrali dokument na YouTube [WYWIAD]

Zamieszkali w największym na świecie getcie cygańskim i nagrali dokument na YouTube [WYWIAD]

Polski YouTube to nie tylko challenge, patostreamy i Minecraft Fortnite. Wszyscy doskonale o tym wiemy, bo widzieliśmy już masę ambitnych i inspirujących projektów, jednak film dokumentalno-reportażowy od Vonskiego i ekipy może wyjść jeszcze bardziej poza stereotypowe ramy YouTube'owego podwórka. Bo czy ktoś wcześniej zamieszkał w największym na świecie getcie cygańskim, by zrobić o tym reportaż na YouTube? 


Na takie poświęcenie zdecydował się wspomniany już Vonsky, któremu towarzyszył Wojtek Grabowski, twórca bloga Road Trip Bus oraz Mateusz Pustuła, czyli znany raper Rover. Zamieszkali oni w ośrodku Salezjanów, by dowiedzieć się, jak wygląda życie w największym na świecie getcie cygańskim - Lunik IX, które znajduje się na Słowacji.

Widok z bloku, którego stan nadaje się do rozbiórki, a w którym nadal mieszka 5 rodzin.


Szacuje się, że w kilku blokach mieszka około 6 tysięcy osób, co daje aż 15 osób na jedno mieszkanie. Panuje tam skrajne ubóstwo, patologia i przestępczość, a pomimo tegoludzie decydują się na życie w takim miejscu. Więcej o samej dzielnicy napisał Wojtek na swoim blogu w tym artykule.

Jednak to dokument jest owocem pobytu w cygańskim getcie, zamieszkiwanym przez społeczność Romską, oto i on:



Zadaliśmy całej ekipie kilka pytań odnośnie do wyjazdu i ich wrażeń, a także udało nam się zdobyć kilka zdjęć.

Grzegorz Majchrzak: Czym Wasza wyprawa do osiedla Lunik IX różniła się od innych wypraw w to miejsce?

Vonsky: Najczęściej do Lunika IX przychodzi telewizja i to zazwyczaj z wielkim budżetem. Rozdają tym biednym ludziom na ulicy pieniądze, żeby się wypowiedzieli do kamery. Jednym zapłacą 100 euro, innym 50 euro, jeszcze komuś 100 euro, oni pokażą im wszystko, oprowadzą, dadzą się sfotografować i w dwie godziny jest po robocie. My natomiast rzeczywiście tam zamieszkaliśmy. Byliśmy przez tydzień w ośrodku Salezjanów, który znajduje się w samym centrum tego osiedla i próbowaliśmy się wdrożyć w tamto życie i klimat. Opłaciło nam się to, bo dzieciaki pierwszego dnia pokazywały nam noże, a piątego dnia te same dzieciaki grały z nami już w piłkę na osiedlu.

Mateusz Pustuła (Rover): Mówiąc o podejściu mediów do Lunika, Vonsky dotyka istoty rzeczy. Jest jeszcze druga fundamentalna kwestia, o której warto powiedzieć – cel tego wyjazdu. Jadąc tam wiedzieliśmy, że temat wzbudzi zainteresowanie mediów, ale staraliśmy się całkowicie odrzucić tę myśl. Założenie było proste: przejść „mur”, który nas dzieli. Zarówno ten fizyczny – ośrodka Salezjanów, w którym przebywaliśmy oraz mentalny – wynikający z różnic kulturowych. Jest to proces długotrwały i dwa wyjazdy do Lunika to stanowczo za mało, by wiele w tej kwestii zmienić. Zawarliśmy pojedyncze znajomości, które dają perspektywę na przyszłość i stopniowe, powolne kruszenie „muru”.

Dzieci idące przez hałdy wyrzucanych przez okna śmieci

To mi przypomina o części współczesnych tubylców, którzy na wieść o przybyciu turystów chowają telewizory, przebierają się ze zwykłych ubrań w plemienne stroje i udają, że cywilizacja do nich nie dotarła. Obawiam się, że mieszkańcy Lunika IX mogą być bardziej autentycznymi tubylcami i wyrzutkami od nich... a to nasi sąsiedzi.


Mateusz Pustuła (Rover): Zgadzam się, z tym, że w większości miejsc, w których pojawia się kamera, aparat, ewentualna korzyść finansowa dochodzi do zjawiska teatralizacji. Mieszkańcy Lunika IX bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że nie są małpami na sznurku, które można pokazywać. Dlatego też zdecydowaliśmy się zamieszkać na osiedlu, a nie poza nim. Pierwsze chwile były trudne, wychodziliśmy z aparatem, kamerą, ale sprzęt był wyłączony. Staraliśmy się pokazać swoją obecność, porozmawiać. Pokazać, że nie chcemy teatralnych gestów, „małpowania”, za które otrzymają coś w zamian. Próbowaliśmy być elementem tego świata – zamiast robić zdjęcia, grałem z chłopakami w piłkę. Pod koniec wyjazdu wywołałem kilkadziesiąt fotografii i rozdałem osobom widocznym na zdjęciach. W takich momentach mur na chwilę pęka.




Pierwszy romski starosta Pepo w swoim mieszkaniu. Mężczyzna mieszka w nim wraz z żoną. Jego dzieci emigrowały poza Słowację.

Cała ta wyprawa wydaje się niezwykle trudna i wymagająca, ale czy jest jakaś jedna rzecz, która była zdecydowanie najtrudniejsza?


Mateusz Pustuła (Rover): Niezależnie od miejsca podróży najtrudniejsze dla mnie jest zawsze wyjście poza schematy i narzucone konwencje. W takich miejscach jak Lunik IX chciałbym być jak tabula rasa i po prostu chłonąć ten świat i jego prawa. Niestety jest to niemożliwe, bo przesiąkłem cywilizacją Zachodu. Światem, który znam na co dzień i ten przyjmuję jako pewnik. Nie przeraża mnie brud, wszy, pluskwy, choroby. Boję się natomiast jednego – tego, że koniec końców schematy mojego myślenia, mojego świata nie pozwolą mi ich zrozumieć.


Byliście tam całą ekipą – czy Wasze odczucia w jakiś sposób różnią się od siebie? Każdy odpowiadał za coś odrobinę innego i pewnie zwracał uwagę na inne rzeczy.


Wojtek Grabowski: Myślę, że dla każdego z nas wizyta na Luniku była ogromnym przeżyciem. Na każdego z nas też mocno wpłynęła. Dla mnie najtrudniejsze było patrzeć na warunki życia i dorastania mieszkających tam dzieci, których jedyną winą jest to, że urodziły się właśnie w tym miejscu. Niestety wiedziałem też, że spora część z nich powieli schematy i że za 15 lat prawdopodobnie ich dzieci będą znajdować się w takiej samej sytuacji, a oni zajmą miejsce swoich rodziców.


Mateusz Pustuła (Rover): Jesteśmy różni, więc różne doświadczenia oddziałują na nas mniej lub bardziej. Jestem ojcem, a Vonsky i Wojtek jeszcze nie mają dzieci, więc w inny sposób patrzyli na młodych lunikersów. Często o tym rozmawialiśmy i to jest chyba szczególnie ważne – taki mix światopoglądowy, odczuć, refleksji. Z takiego dialogu jesteśmy w stanie „wycisnąć” najwięcej, bo znów człowiek spotyka się z człowiekiem i najważniejsze – rozmawia, a tym samym buduje, burzy, poddaje pod wątpliwość.


Vonsky: Myślę, że Nasze odczucia różniły się przed, podczas i po wizycie. Na początku panicznie bałem się przede wszystkim o sprzęt, kamerę itp. ponieważ YouTube i nagrywanie filmów jest ostatnio dużą częścią mojego życia prywatnego, publicznego, oraz zawodowego. Trochę bałem się ludzi – z młodszych lat pamiętam trochę osiedlowych sytuacji. Wojtkowi np. został strach przed psem. Ja uznałem, że luz, a to jednak na mnie rzucił się pies w pewnym momencie naszego pobytu. Więc wszystko się zmieniało, a teraz trochę chłodniej i bardziej świadomie patrzę na sytuację, której winny jest przymusowy system relokacji i integracji.


Czy to, co zastaliście na miejscu, różni się od wszystkiego, co mieliście wcześniej okazję w życiu zobaczyć? Da się to w jakiś sposób przełożyć na polskie podwórka czy dzielnice?


Mateusz Pustuła (Rover): Zjawisko biedy nie jest niczym obcym dla polskich podwórek, ale zjawisko skupienia 6 tysięcy ludzi na tak niewielkim obszarze już tak. Możemy mówić u nas o zagłębiach bezrobocia, ale czy znajdziemy miejsca, w których przy 6 tys. osób bezrobocie wynosi około 95%? Należy również pamiętać, że mentalność romska jest zgoła odmienna od naszej. Ich sposób patrzenia na świat sprawia, że jest to miejsce bez wątpienia wyjątkowe na tle innych, w których miałem okazję być.


Vonsky: trochę jak inna planeta – nadal dziwi mnie, że to się dzieje w Europie, w sąsiednim kraju, na Słowacji.




Dzieci nazywane Lunikersami

Na sam koniec pytanie, które może dawać nadzieję. Na niektórych zdjęciach nieśmiało przebija się radość, zwłaszcza u dzieci. Czy prowadzenie szczęśliwego życia w jakimś stopniu jest tam możliwe?


Mateusz Pustuła (Rover): Mówi się, że dzieci nie rodzą się złe. W związku z tym ich spojrzenie na świat jest zawsze szczere. Ich uśmiech, smutek, radość, łzy, etc. odpowiadają aktualnemu stanowi rzeczy. Pamiętajmy, że znane są w historii fotografii zdjęcia dzieci bawiących się i śmiejących na tle ogromnych, zbrojnych konfliktów. Dziecko odbiera świat tu i teraz, reaguje na aktualny stan rzeczy. Czy ich uśmiechy są więc zwiastunem nadziei? Wydaje mi się, że nie. Są naturalną dziecięcą potrzebą, efektem wspólnej zabawy, tego, że my się do nich uśmiechamy. Za chwilę te dzieci staną się tacy jak ich rodzice – przesiąkną światem, który jest wokół nich. Romowie mówią, że niemal każdy chciałby wyjechać z Lunika IX. Tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: w jakim miejscu byliby szczęśliwi? Czy na siłę zakazując taborowania, rząd słowacki nie odebrał im prawa do szczęścia? Z drugiej strony czy, taborując, zatrzymując się w dowolnych miejscach, nie naruszaliby oni wolności społeczności słowackiej? W końcu: czy ten problem ma jakieś klarowne rozwiązanie, bo gdzie w tym przypadku kończy się wolność jednego, a zaczyna wolność drugiego człowieka?


Póki co byłem w Luniku IX zbyt krótko, by poznać odpowiedzi na te pytania. Nie wiem, czy dłuższy pobyt je wyklaruje i czy w ogóle są one możliwe. Nie mniej na pewno wrócę do Lunika IX.


Wojtek Grabowski: Są tam rodziny, które próbują wieść normalne w naszym rozumieniu życie. Niestety Lunik IX nie jest najlepszym do tego miejscem. Według mnie największa szansa, dla większości osób stamtąd chcących zmienić swoje życie to wyjechać


Vonsky: Pokojowa nagroda Nobla dla osoby, która będzie wstanie ogarnąć ten problem społeczny. Skala mikro, bo Lunik IX to tylko namiastka tego, co dzieje się aktualnie z romskimi osadami na Słowacji...


Bardzo dziękuję za rozmowę! 


avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.