Paintball z Rojem - oczami uczestnika [RELACJA]

Paintball z Rojem - oczami uczestnika [RELACJA]

Zapewne wielu z was słyszało lub może także uczestniczyło w wydarzeniu, którego sumienną organizacją i przygotowaniem od wielu lat zajmuje się Patryk "Rojo" Rojewski. Jest on pomysłodawcą i inicjatorem tzw. PZR, czyli "Paintballu z Rojem". W sobotę 28 maja odbyła się już XXVIII edycja iventu, który tym razem miał miejsce w częstochowskim Forcie Belweder. Jak zawsze na kanale Patryka pojawi się relacja z PZR, ale tutaj chciałabym opisać, jak jego przebieg wygląda z perspektywy uczestnika.


Zacznijmy może od początku. Wszystko rozpoczęło się o godzinie 9:30, kiedy to każdy z nas odbierał sprzęt i przygotowywał się do zabawy. Wtedy też mieliśmy czas na małą integrację i zapoznanie się między sobą. Można było poczuć niezwykłą atmosferę, która rodzi się już na wstępie. Stoisz wśród tak naprawdę obcych ludzi, znasz jednego, może kilku z nich i to nie osobiście, ale tam nie stanowiło to żadnego problemu. Każdy bez wyjątku jest uśmiechnięty, podekscytowany i skory do rozmowy. Nie ma krzty skrępowania. Zaczynają się żarty, opowieści, a w moim przypadku także udzielanie rad osobie, która nigdy wcześniej nie miała styczności z paintballem. Czy to było przeciwwskazaniem do uczestnictwa w takiej inicjatywie? Oczywiście, że nie. Kiedy w pobliżu są ludzie chętni do pomocy w każdym momencie, bycie nowicjuszem nie jest żadnym problemem.


Niedługo później pojawił się Rojo, który oficjalnie nas przywitał i w typowy dla siebie, pompatyczny sposób, opisał ogólną ideę PZR. Zazwyczaj tego typu przemowy są męczące i niekoniecznie szczere, ale nie w tym przypadku. Patryk mówił energicznie, żartował, zwracał się do każdego z nas osobno. W jego głosie można było usłyszeć  faktyczną fascynację samym faktem bycia tam. Ja, osobiście, nie wyczułam w tym żadnego fałszu, a wręcz przeciwnie, poczułam sympatię nie do YouTubera, ale zwykłego człowieka. Co prawda, dziwnym uczuciem jest, kiedy widzi się na żywo osobę, której filmy na YouTubie ogląda się praktycznie codziennie, a nagle ona wychodzi z ekranu i staje przed Tobą, ale mija to niezwykle szybko. Rojo nie dał odczuć tego skrępowania, szczególnie młodszym uczestnikom. Zapoznaliśmy się z ogólnymi zasadami gry oraz normami bezpieczeństwa, których mieliśmy bezwzględnie przestrzegać.


rojko


Weszliśmy na pole i rozpoczęła się prawdziwa, przyjacielska walka między dwiema drużynami. Warto zaznaczyć, że na tej tej edycji pobiliśmy rekord, jeżeli chodzi o liczbę uczestników. Było nas stu dwudziestu, czyli po sześćdziesiąt osób po każdej stronie rywalizacji. Wyobraźcie sobie całą tę scenę. Post apokaliptyczny klimat (czyli raj dla Rojsona), mnóstwo ludzi w moro kombinezonach i czarnych maskach, wszyscy skupieni, czekający na start z odbezpieczoną bronią w rękach, a to wszystko kręcone latającym nad nami dronem. Ujęcie, kiedy zaczęliśmy biec w stronę przeciwników i rozbrzmiały pierwsze strzały, z perspektywy wertykalnej musi wyglądać niesamowicie. Dla niektórych była to walka o przetrwanie, ale na szczęście byli także weterani, którzy nie bali się atakować. Podczas samej rozgrywki rzeczywiście można bardzo wczuć się w panujący klimat. To tak, jakby ktoś przeniósł Cię do gry komputerowej i to w sam środek toczącej się batalii. Naprawdę warto przeżyć coś takiego. Dodatkowo, można równie dobrze zostać gwiazdą kina akcji, ponieważ między nami co chwila pojawiał się ktoś z kamerą skierowaną w naszą stronę. Była to okazja do zaprezentowania swojej niezwykłej akcji meczu, albo zaliczenia równie widowiskowego faila. Ważne, że w duchu dobrej zabawy.


Rojo


Przed dłuższą przerwą na posiłek i zregenerowanie sił, rozegraliśmy kilka bardzo intensywnych rund w upale i zaduchu, który zwykle tworzy się tuż przed burzą. Czy to w czymkolwiek przeszkadzało? Powiedziałabym, że dodatkowo budowało atmosferę i mało kto zwracał na to uwagę. W ferworze walki nie myśli się przecież o pogodzie! Pozytywnie zaskoczył mnie aspekt ścisłej współpracy i odpowiedzialności za osoby, które znalazły się ramię w ramię z Tobą, przy jednej przeszkodzie. Ludzie osłaniali się nawzajem, pomagali, kiedy pojawiał się jakikolwiek problem i dzielili amunicją. Tutaj każdy z każdym jest mentalnym przyjacielem. Poza tym drużyna, w której się znalazłam, miała jednego asa w rękawie. Na hasło MORDOR wszyscy wychodziliśmy z ukrycia i strzelając praktycznie na oślep, biegliśmy w stronę przeciwników. Było to efektowne, ale o wiele mniej efektywne. Przynajmniej w stylu "na Rojsona" :)


Po dłuższym odpoczynku mieliśmy okazję pobawić się wspólnie jeszcze przez kilka rund. Raz na jakiś czas słychać było serię strzałów, chyba wiadomo, od kogo. Rojo w swoim czerwono-czarnym mosiężnym stroju, z pełnym wyposażeniem i wielką bronią w rękach, pojawiał się raz w drużynie czerwonych, raz w drużynie żółtych i siał niezły zamęt. Ja nie miałam odwagi go zaatakować, więc po prostu starałam się to przeczekać. Jak wiadomo, do tej pory na żadnej z edycji nie zdarzył się jakikolwiek wypadek, jednak u nas miało to miejsce trzykrotnie. Na szczęście pomoc została udzielona natychmiastowo i nikomu nie stała się krzywda. Jak powiedział sam Patryk, całą sytuację można porównać do gry w hokeja, podczas której przytrafiają się dużo gorsze incydenty, ale nadal jest to sport powszechnie uprawiany, a z czasem nawet zawodnicy uodparniają się na takie kontuzje i przestają zwracać uwagę na ból. Tak samo na PZR, trzeba być twardym, a nie miękkim, szczególnie wtedy, gdy mamy zapewnioną profesjonalną opiekę medyczną.


Niestety z powodu burzy i innych atrakcji tego dnia, nie udało nam się w pełni wykorzystać rozrywki, którą był Bubble Football. Znaleźli się nieliczni, w tym rodzice młodszych uczestników, którzy zdążyli trochę się tym pobawić. My w tym czasie odbieraliśmy dyplomy za udział oraz oczekiwaliśmy na losowanie nagród. Wychodziliśmy z grami komputerowymi czy planszowymi, gadżetami oraz autografami Roja, który znalazł nawet czas, by z każdym z osobna zrobić sobie zdjęcie. Kiedy młodsi uczestnicy wrócili do domów, my rozpoczęliśmy drugą odsłonę PZR, czyli "Picie z Rojem". Dostępne oczywiście tylko dla nielicznej grupki osób pełnoletnich. Mieliśmy chwilę na bliższą rozmowę z Patrykiem, dotyczącą na przykład nowych gier i pomysłów, które niedługo pojawią się na jego kanale.




W ramach podsumowania mogę tylko powiedzieć, że Rojo nie jest jedynie dobrym YouTuberem, ale po prostu człowiekiem z niezwykłym charakterem, ogromną pasją i chęcią kontaktu ze swoimi widzami. Dla niego nie jesteśmy tylko numerkami w statystykach, ale ludźmi z krwi i kości, którzy lubią go za to, kim jest i co robi. Przeniósł swoją osobowość z Internetu w świat realny i ta inicjatywa zakończyła się ogromnym sukcesem. Dobrym przykładem może być pewien chłopak, który parę lat temu pojechał na swoje pierwsze PZR i zaczął kręcić z tego własne relacje. Patryk zwrócił na niego uwagę i aktualnie nagrywa on przebieg prawie każdego spotkania. Prywatnie bardzo się lubią, a relacja YouTuber - widz, jest praktycznie nieodczuwalna. To właśnie on zachęcił mnie do udziału w wydarzeniu i zadbał o to, żebym nie czuła się jak typowy świeżak, ale jak część społeczności.




Dyplom uczestnika otrzymuje każda osoba na PZR. Dyplom uczestnika otrzymuje każda osoba na PZR.

Czy warto jechać na PZR? Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tak, bo było to jedno z lepszych przeżyć w moim życiu. Pokuszę się także o stwierdzenie, że relacje z eventu, które po każdej edycji tworzy Rojo, kreowane na epickie, nie są tylko jego wizją na to, jak to wszystko powinno wyglądać, ale ładnie obramowaną, szczerą prawdą.


A czy Wy byliście kiedyś na PZR? Piszcie w komentarzach :)



Kuba Chudziak

Współzałożyciel portalu APYnews. Zainteresowany tematyką wideo w internecie oraz influencer marketingiem od blisko 10 lat.