Klaudia Klara dla APYnews:

Klaudia Klara dla APYnews: "Ludzie Internetu reagują zawsze! To nasza podstawa egzystencji!" [WYWIAD]

Bezkompromisowa, mówiąca otwarcie o otaczającym ją świecie. Naczelna singielka Internetu, którą pokochały nie tylko kobiety, ale i cała masa facetów, których uświadamia między innymi, jak zachowuje się dziewczyna sama w domu. Swoimi anegdotami z życia rozbawia setki tysięcy widzów na YouTube i nie ma przed nią tematów tabu. Skromna, piękna i... waleczna, o czym przekonacie się z naszego wywiadu. Mowa oczywiście o Klaudii Klarze.


Krzysztof Machajski: Wolisz rozmawiać z facetami czy z dziewczynami?

Klaudia Klara: Bez różnicy. Wolę rozmawiać z fajnymi, życzliwymi ludźmi. Po prostu. Nie znoszę maniery w głosie, czy chamskiego obrażania rozmówcy. I nieważne czy masz lat dwadzieścia czy trzydzieści. Wychowanie z domu rodzinnego – to jak tatuś komunikował się z Wami na co dzień, to czy mamusia czytała książki – to wszystko słychać w Twoich wypowiedziach. Ostatnio jakaś laska zaatakowała mnie w parku smyczą jej psa. Bo niby mój pies podgryzł jej psa. Znam swojego Greka i wiem, że on zachęca inne psy w parku do zabawy poprzez udawane kąsanie. Zresztą jej pies dokładnie tak samo to zrozumiał, bo wesoło rzucił się z Grekiem do zabawy. Ale reakcja tej dziewczyny przeszła moje najśmielsze oczekiwanie. Najpierw krzyknęła coś w stylu: „Co za poj... pies. Kur..., zaraz Ci przyp...”, a następnie rzuciła się na mnie próbując uderzyć mnie smyczą. Wiesz, ja nie z tych co uciekają, nie będzie mnie tu jakaś panna ustawiać. Szybko ją spacyfikowałam, ale podniosła mi ciśnienie we krwi bez dwóch zdań. Swoją drogą można powiedzieć, że przeżyłam tzw. „cat fight” z drugą laską. Brakowało tylko brodzika wypełnionego kisielem, albo dwóch mokrych podkoszulków (śmiech).



Pomyślałam sobie: „Co za po-je-... pannica!”, ale kiedy tylko nerwy opadły, zmieniłam zdanie. Ona była zwyczajnie chora, zaburzona emocjonalnie. Ktoś ją w życiu bardzo skrzywdził i teraz, w parku, na słonecznym spacerze, wokół ćwierkających ptaków, przeszłość ją dopadła. Jej stare demony ją znowu zjadły. Pewnie tata był agresywny, pewnie pił. Pewnie matka byłą kompletnie bezradną życiowo kobietą, która nie umiała osłonić jej przed wyrządzonymi krzywdami. Pewnie milion razy musiała bronić się od czegoś co ją przerażało. I pomimo tego, że dziś jest dorosłą dziewczyną, nadal uważa, że ktoś chce ją skrzywdzić, upokorzyć. Więc walczy. Non stop, 24/7 w roli ofiary. To takie smutne. Zatem nie jest ważne czy po drugiej stronie staje przez Tobą facet, czy kobieta – ważne, żeby Twój rozmówca, był zdrową mentalnie osobą, ze spokojem ducha.

Pytam o to dlatego, że kilka moich koleżanek na wiadomość o tym, że będę z Tobą przeprowadzał wywiad zaczęły mi pisać jak bardzo mi zazdroszczą i jak bardzo by chciały też móc z Tobą porozmawiać. Więcej masz fanów czy fanek? Bo coś mi się wydaje, że opowieści tak pięknej singielki i to jeszcze opatrzone tak zabawną formułą mogą przyciągać dużo mężczyzn, sam jestem Twoim widzem.

Ooo, jaki Ty jesteś miły! Dziękuję. Tymczasem więcej mam fanek, bo moje odcinki skierowane są ode mnie - koleżanki dla dziewczyn – moich koleżanek. Lubię tak określać moją relację z widzami. A panowie? Fajnie, że są, oglądają. To miłe.

Tak myślę, że można zaobserwować pewne zjawisko. Coraz więcej młodych ludzi (ale nie tylko) swoimi zachowaniami wobec twórców internetowych pokazuje, że chyba nie ma już pomiędzy nimi żadnych granic. Co ciekawe – sama o tym z pewnością wiesz, że w telewizji granica jest mocna i nie do przestawienia.

Zdecydowanie Małgorzata Rozenek-Majdan czy Piotr Kraśko są daaalekooo od swoich fanów. Nieporównywalnie dalej ode mnie. Pod ich programem nikt nie pisze 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu komentarzy recenzujących ich pracę, a oni na te wpisy nigdy nie reagują. Ludzie Internetu reagują zawsze! To nasza podstawa egzystencji!
Telewizja to wielkie studia nagraniowe, parę kamer, linki, kable, ekipa ludzi, ostre światła. Ktoś inny robi dźwięk, ktoś inny makijaż. To wszystko dużo kosztuje, dużo też zarabia. Dziesiątki osób robią jeden program, a on z kolei dociera odbiornikami telewizyjnymi do prawie wszystkich polskich domów. Ogrom produkcji wysokobudżetowej powoduje, że zwykły człowiek czuje się jakby biedniejszy, brzydszy i bardziej zacofany. Pewnie dlatego tak trudno odbiorcy poczuć się swojsko w towarzystwie nadawcy. A na YouTubie? Każdy nadawca, jest też przede wszystkim, szarym odbiorcą. Człowiek człowiekowi. I tak: twórcy udają, piszą scenariusze, powtarzają sceny, ale nadal to zabawa dwóch kumpli przy browarze, kogoś „normalnego”, a nie jakiegoś „plastiku z okładki Gali”.


No właśnie – telewizja czy Internet?

Jest miejsce dla brokatu, piór z dupy i wysokobudżetowego show oraz dla handmade rozrywki rodem z YouTube'a. Czasem fajnie jest obejrzeć „Taniec z Gwiazdami”, ale na co dzień śledzić videoblogi.

Ty swoje pierwsze videoblogi na kanale wrzuciłaś w 2012 roku. Jak bardzo zmieniła się Klaudia Klara? Wracasz do pierwszych filmów? Pytanie może banalne, ale naprawdę znam takich twórców, którzy wstydzą się swoich dawnych produkcji.

Wracam. Założenie kanału na YouTubie to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu. YouTube to wolność! Wolność, za którą dziękuję Bogu codziennie! Kim ja bym była, gdyby nie YouTube? Kim byliby Abstrachuje, Maciek Dąbrowski czy Red Lipstick Monster? Czy kiedykolwiek starsi panowie, właściciele telewizyjnych firm produkcyjnych i dyrektorzy stacji, wpuściliby nas na antenę? Pozwoli zrobić wszystko po naszemu? W życiu! Na przykład z Maćkiem Dąbrowskim znam się z pracy dla wielkiego, mocnego na rynku, producenta telewizyjnego, gdzie oboje byliśmy tylko szarą, składową dużego zespołu ludzi pracujących na występy celebrytów. Czy ktoś tam kiedykolwiek pomyślałby o tym, aby wpuścić na antenę Maćka Dąbrowskiego zamiast Szymona Majewskiego? Albo mnie zamiast Marzeny Rogalskiej? Nigdy! YouTube pozwolił ludziom bez znajomości i zaplecza finansowego pokazać światu swoje talenty. Człowiek przemówił do człowieka, a ten się zaśmiał i poczuli obopólną sympatię. To jest piękne!

Mówisz „człowiek do człowieka”, a w naszym życiu popełniamy mnóstwo błędów. Popełniłaś jakieś błędy w Internecie? Powiedziałaś coś, czego nie chciałaś? Czy może jest wręcz przeciwnie i Twoja ścieżka jest wyznaczona od początku do końca?

Błędy? Jasne! Ludzka rzecz. W końcu jestem tylko zwykłym zjadaczem chleba. Nie pracuje nade mną sztab specjalistów od wizerunku. Na szczęście ideologia Perfekcyjnej Pani Domu i Wszystkiego jest mi tak samo obca, jak Hannie Lis jest obcy brak pieniędzy na życie.

Dodam, że jesteś jedną z nielicznych YouTuberek, która osiągnęła sukces bez „pomocy” innych YouTuberów czy nachalnej promocji kanału. Zawsze też podkreślasz, że nie interesują Cię subskrypcje, tylko zadowolenie widzów.

Oj, spokojnie! Nie żeby mnie suby nie interesowały. Tylko proszenie o nie jest dla mnie krepujące. Liczę na to, że ktoś w nagrodę za to, że go/ją rozbawiłam sam wciśnie „subskrybuj”. Trochę tak jak grajek uliczny liczy na to, że ktoś wrzuci 2 zł do kapelusza. I tak! Jestem bardzo dumna z tego, że spora liczba osób ogląda mnie pomimo mojej prawie nieistniejącej promocji medialnej.

Warto w taki sposób działać?

Warto. Zresztą... Każdy kto ma coś do powiedzenia, prędzej czy później się obroni. Crossy i inne wspólne akcje z YouTuberami też są fajne. Nie mam nic przeciwko.



Myślisz o sobie jako o influencerze? Uważasz, że wpływasz na ludzi?

Ludzie piszą mi, że otworzyłam im oczy, albo ubawiłam do łez. Że jest we mnie szerokorozumiana „prawda”, że w komediowy sposób opowiadam czasami poważne puenty. Serce rośnie jak się wie, że można kogoś rozbawić czy pokazać inny punkt myślenia.

Satysfakcja satysfakcją, ale czy da się żyć z YouTube’a? Albo inaczej: czy same zarobki z reklam na YouTube wystarczą? I czy w ogóle postrzegasz swoje jestestwo na YouTube jako pracę? Wydaje mi się, że niektórzy sobie myślą, że wystarczy po prostu być w sieci, mieć kilkaset tysięcy subskrypcji lub kilka milionów wyświetleń, żeby biły się o Ciebie najlepsze marki. Jak to wygląda naprawdę?

Zarabianie jest nieregularne, ale przy odrobinie starań można za to żyć. Bo kwotę za zrealizowane zlecenie można rozłożyć sobie np. na dwa, trzy miesiące, zanim zrealizuje się kolejne zlecenie. Albo, przy odrobinie szczęścia, zlecenia wpadają co miesiąc i wtedy nawet można coś odłożyć. Nie narzekam. Nie opływam też w luksusach. Jak na to, że siedzę w domu i mam czas dla najbliższych – to jestem w pełni zadowolona. Pierwszy rok był ciężki, wręcz głodowy, kiedy gromadziłam tzw. zasięgi. Byłabym pustą lalą, gdybym teraz grymasiła. I raz jeszcze powtarzam: nie dlatego, że pływam w kozim mleku wieczorami, karmiona pitnym miodem przez wysportowanych służących. Tylko dlatego, że mam za co zapłacić za czynsz i pozostaje mi dużo, dużo czasu na życie prywatne. A to się rzadko zdarza w dzisiejszych czasach! Bardzo to doceniam i czuję się bardzo wdzięczna z tego powodu.

Wydajesz książkę w te wakacje. Na taki krok zdecydowało się wielu twórców internetowych, a w 2016 roku zrobiło to co najmniej kilkunastu twórców. Spotkało się to z entuzjazmem, ale i z falą krytyki. Nie boisz się krytyki?

Nie boję się krytyki, bo nie wstydzę się tego co uważam, a książka jest zbiorem przemyśleń na temat bycia samej. „Poradnik Szczęśliwej Singielki” to dwieście stron fragmentu mojego i przyjaciół życia. To fakty, nie fabuła. To doświadczenie, nie fantazja literacka. To pocieszenie, dla tych, które są smutne, sfrustrowane brakiem miłości. Nie jestem głupia, zatem i ten poradnik nie pali po oczach bełkotem. Myślę, że znajdę po nim kilka nowych koleżanek.

Trzymam za to koniecznie kciuki. We mnie kolegę już masz. Dziękuję za rozmowę i liczę na kolejną przy okazji premiery!

Dziękuję Krzysztofie za wywiad. Fajnie, że mnie rozumiesz, pomimo mojego babskiego spojrzenia na świat. Pewnie masz „jajcarskie” poczucie humoru jak to mówią u mnie na dzielni (śmiech). Duża piątka dla Ciebie i Twoich czytelników.

Kuba Chudziak

Współzałożyciel portalu APYnews. YouTube ogląda od 2009 roku. Interesuje się tematyką wideo w Internecie. Przy okazji publikacji wpisów, zajmuje się grafiką komputerową.