Jack Gadovsky dla APYnews:

Jack Gadovsky dla APYnews: "Opłaca się być wyrazistym." [WYWIAD]

Można śmiało założyć, że każdy go zna i widział przynajmniej jeden jego film, ale pewnie nie każdy wie, jak wygląda, choć jego wygląd nie jest żadną tajemnicą. Brzmi jak trudna zagadka? Podpowiadamy: najczęściej występuje po drugiej stronie kamery i pokazuje, jak mieszkają znani twórcy YouTube'a. Tym razem to on będzie głównym przedmiotem zainteresowania, ponieważ jak się okazuje, Jack Gadovsky ma do zaoferowania wiele więcej niż wielu mogłoby pomyśleć. Jack Gadovsky zdradził nam, co jest najlepszą inwestycją, jaką cechą warto odznaczać się w dzisiejszych czasach, dlaczego chce zostać hydraulikiem, i kim mógłby być na wojnie? Sprawdźcie, co do powiedzenia ma o sobie jeden ze starszych ciałem, ale młodszych duchem YouTuberów!




Grzegorz Majchrzak: Spędziłem trochę czasu na Twoim kanale i mam wrażenie, że masz chyba więcej energii niż niejeden młody YouTuber...

Staram się żyć aktywnie, próbować nowych rzeczy i podróżować. Lubię łączyć podróżowanie ze sportem, jest to dla mnie idealne połączenie.

Oczywiście nie powiedziałem tego, zarzucając Ci, że jak na YouTube'owego twórcę to jesteś stary, bo na ten temat już niejednokrotnie się wypowiadałeś, więc nie ma sensu się powtarzać. Jednak od jakiegoś czasu dokonała się pewna metamorfoza Ciebie i Twojego kanału – zacząłeś prowadzić i pokazywać swój jeszcze bardziej aktywny tryb życia. Czy wynikło to między innymi z chęci odmłodzenia swojego wizerunku, odcięcia się od postrzegania Cię jako tego starszego YouTubera?

Ludzie uważają wiek jako jakiś cenzus, po którym dokonuje się oceny. Ja twierdzę, że zawsze jest czas na aktywność, zawsze jest czas na próbowanie nowych rzeczy. Fakt, że te rzeczy od roku pojawiają się na moim kanale, wynika ze świadomej decyzji, żeby więcej pokazywać tego typu rzeczy. Zdecydowałem się na to trochę z tego względu, że chciała tego moja widownia. Częściowo też uznałem, że video dopinguje mnie i rozlicza przed samym sobą, czy wykorzystuję właściwie czas sportowo, czy życiowo. W ten sposób nie oszukam sam siebie, tak jak forma sama się nie zrobi. A co do „odmładzania”... to powiem z przykrością, że wielu młodszych ludzi niestety marnuje swój czas i swoje zdrowie. Być może też dla niektórych z nich prowadzenie aktywnego trybu życia nie jest nawet ciekawe. Bardziej jednak skupiam się na tym, że pojawia się coraz więcej opinii, że kogoś zmotywowałem do zmian czy „wzięcia się za siebie”.



Rozumiem, że nie masz z tym problemu, bo słyszałem, jak mówiłeś, że na YouTubie jest miejsce dla każdego. Jednak dzisiaj chyba bardziej opłaca się być młodszym YouTuberem, albo przynajmniej trafiać do młodszych widzów? Wiadomo, że wiek potencjalnego widza ciągle rośnie, ale YouTube chyba jeszcze długo pozostanie domeną ludzi młodych.

Dzisiaj przede wszystkim „opłaca się” być wyrazistym. Jeśli pójdziemy w ekstremum, trzeba robić proste filmy – mało wymagające od widza i najlepiej przy tym jeszcze robić z siebie śmieszka i prymitywa. Wystarczy zobaczyć, co się klika, a co nie. Wiek tutaj nie ma znaczenia, jest niezależnym od tego, kim dany człowiek chce być na YouTubie i jak pokazuje się publiczności. Zresztą to nie jest zarzut do YouTube'a i ludzi, bo to my jako konsumenci decydujemy, kto jest popularny i jakie treści konsumujemy. Co do widowni – tak, łatwiej jest docierać do określonej grupy odbiorców, którą sobie wybierzemy i jesteśmy konsekwentni w tym, co robimy. Jeśli mamy ładną buźkę, robimy „sweet” filmy, to szybciej dotrzemy do populacji, która kiedyś szalała za boysbandami, a dzisiaj ogląda nastoletnich YouTuberów.

Wracając jeszcze do aktywnego trybu życia, to zawsze taki prowadziłeś, ale gdyby nie YouTube, to prawdopodobnie nie zdecydowałbyś się na podjęcie wyzwania Thora. Bez YouTube'a nie byłoby nawet porównania Ciebie do Thora, a Twoje życie nie byłoby aż tak aktywne?

Filmy „Wyzwanie Thora” są przede wszystkim rozliczeniem samym z sobą, sprawdzianem, czy będę i czy jestem konsekwentny w tym, co robię. Może nawet powiem, że są one swego rodzaju pamiętnikiem. Nie mogę się oszukiwać, muszę być konsekwentny i robić formę. Tak jak już wcześniej mówiłem, bardzo ważnym aspektem dla mnie jest fakt, że te filmy motywują innych ludzi do ćwiczeń. Opinie ludzi są dla mnie bardzo cenne. Często rozmawiam poza YouTubem o wyzwaniach innych ludzi. Ktoś musi dać przykład, by ludzie widzieli, że każdy może coś ze sobą zrobić – nie ważne, z jakiego miejsca ktoś startuje i ile ma lat, bo zawsze może coś zrobić dla siebie. A najlepszą inwestycją jest inwestycja w swoje zdrowie. Zwraca się wielokrotnie z nawiązką z każdym upływającym rokiem.

Zadając Ci poprzednie pytanie, miałem na myśli między innymi to, że YouTube często motywuje ludzi do robienia fajnych rzeczy, czasem nawet do zmiany swojego życia czy też do rzeczy, którymi normalnie nikt nie zawracałby sobie głowy. Chyba dużo byśmy stracili bez YouTube'a, prawda?

Myślę, że nie… ludzie komunikowaliby się na innych platformach. Może nie byłoby tylu twórców, nie powstawałyby różne formaty filmowe. Natomiast rewolucja cyfrowa i obrazkowa nie jest do zatrzymania. Ona stała się faktem, jak każdy konsument dostał szeroki dostęp do tanich aparatów, kamer video i Internetu.

A gdyby YouTube'a rzeczywiście nie było – myślisz, że coś byśmy zyskali? Czy może i tak prędzej, czy później powstałoby coś podobnego do YouTube'a, bo taka jest po prostu ewolucja Internetu?

Cały czas powstaje wiele serwisów video, mamy też playery na różnych portalach. Natomiast nie osiągają one takiej skali jak YouTube. Jest też oczywiście jeszcze Facebook z video, tylko na razie jeszcze chyba bez pomysłu. Myślę, że prędzej czy później YouTube będzie miał jakąś realną konkurencję, zwłaszcza że nie każdemu podobają się obecne trendy.

Powiesz konkretnie jakie?

Nie chce się tutaj rozwodzić, ale każdy przeciętnie inteligentny widz zauważa zalew treści prostych i nic niewymagających. Trochę to smutne. Jeśli zaś chodzi o twórców, to zmiany na platformie YouTube są mało przyjazne. Pojawiły się bojkoty reklamodawców, spadki przychodów z adsense itd. Można by dużo o tym mówić, ale przecież nie jestem jakimś wieszczem, może to raczej rozmowa na inny materiał.

To, że YouTube motywuje do działania i robienia fajnych rzeczy, jest konsekwencją tego, że wszystko, co się robi na YouTubie, robi się tak naprawdę na pokaz dla innych ludzi. Wygląda na to, że mamy coraz większą potrzebę wyrażania siebie? Przecież do tego służą także wszystkie social media. W bardzo dużym uproszczeniu to brzmi jak kolejny etap ewolucji, ale już naszej, a nie Internetu. Teoria szaleńca czy jednak coś w tym jest?

YouTube jest integralną częścią social mediów, można powiedzieć jednym z 2 najważniejszych mediów po tej stronie w opozycji do „starych mediów”. Wszelkie dobre i złe cechy social mediów są tutaj widoczne. Także ekspresja ludzka, pokazywanie się, chwalenie się czy motywowanie innych. To od nas samych zależy, co wyciągniemy z tych mediów. Czy będzie to patologia, czy wręcz przeciwnie – coś, co pozytywnie wpłynie na dużą część społeczeństwa. W robieniu „fajnych rzeczy” nie ma nic złego.



Jasne, dlatego mam wrażenie, że Ty pokazujesz siebie na swoim kanale jako mega pozytywnego gościa z masą energii. Czy to jest odbicie Twojej osoby także poza kamerami, czy w jakimś stopniu kreacja, właśnie dla innych ludzi?

Bo ja wiem, czy jestem taki „mega pozytywny”? Są tacy, którzy powiedzą, że jestem drewniany, że nie krzyczę do kamery, mam słabą dykcję, nie robię rytuałów przed kamerą czy jumpcutów. Raczej mam jakiś swój styl i staram się być bardziej „zwartym” w tym, co robię, by nie być nudnym. Natomiast wątpię, bym potrzebował co chwilę podkreślać jakieś „ziomalstwo”, bo zginie wtedy przekaz tego, co mają nieść moje filmy. Pokazuję, że można normalnie pokazać innego twórcę, jak reporter, że nie trzeba nikogo obrażać czy atakować, nie łapać się na siłę za nośne tematy. Spotkałem się kilka razy z opinią, że Wjazdy na Chatę ocieplają komuś wizerunek. A przepraszam, czy pokazywanie normalności i zwykłości człowieka urasta do rangi „sztuczności”?! Co do sportów i podróży – ja poza kamerą jestem człowiekiem, którego „ciągle nosi” – za wiatrem, za wodą, za podróżami. Pracuję głównie na różnych projektach, pracuję też w swojej prywatnej firmie, gdzie to ja wyznaczam swoje ramy i ja decyduję o tym, czego się podejmę i co jestem w stanie zrobić na 100%. Więc YouTube jest w jakiejś części odwzorowaniem mnie, natomiast jasno określam sobie, co chcę pokazać, a czego nie. Co powiem, a co przemilczę, to zależy ode mnie. Na przykład są miejsca w czasie podróży, których nigdy nie pokażę – bo szanuję lokalne zwyczaje, albo chcę zachować miejsca w stanie niezmienionym i uchronić je przed hordami turystów. Moi goście czy rozmówcy dużo mi mówią, pokazują, jak mieszkają, jednak na zewnątrz nigdy nie wyjdzie to, czego nie chcę pokazać, ze względu na szacunek do prywatności i normalności tych ludzi. To jest właśnie kwestia szacunku i zaufania, na które pracuje się lata. Wiem tak samo, co chcę pokazać ze swojego życia, a co jest domeną mojej prywatności.

To, że Ty taki jesteś, to całkowicie oddziałuje na Twój kanał, na którym znajdują się treści w podobnie przyjaznym klimacie, wiadomo jednak, że życie nie składa się tylko z tych pięknych momentów. Uważasz, że na YouTubie nie ma za bardzo miejsca na "smęty"?

Myślę, że na YouTube też jest miejsce na treści refleksyjne, z zadumą. Nigdy jednak nie będzie ich dużo więcej. Czasem też zastanawiałem się, czy nie poruszyć trudnych tematów, ale tak by motywować ludzi, a nie dawać im powody do wymówek. Myślałem, by opowiedzieć o doświadczeniach, które z czasem pomagają podejmować mądrzejsze decyzje i unikać błędów. Ale… to jest decyzja, jak bardzo chcesz pokazać światu swoją prywatność, jak tę granicę w życiu sobie wyznaczasz. Im dłużej jesteś na YouTube czy w ogóle w Internecie, tym rozważniej nad tym się zastanawiasz.

Włodek Markowicz jakiś czas temu zaczął serię melancholijnych przemyśleń. Co prawda ludziom się to podobało, co widać było po komentarzach, jednak raczej nie da się zdobyć na czymś takim dużej popularności, ani odnieść wielkiego sukcesu, bo tematyka nie jest zbyt "nośna". Z drugiej strony, to zależy, jak zdefiniujemy sukces na YouTubie. Dla kogoś sukcesem może być zrozumienie przez innych ludzi. Czy według Ciebie istnieje jakaś definicja sukcesu na YouTubie?

Widzowie konkretnego kanału, przychodzą do danego twórcy po pewnego rodzaju treści, mają jakieś oczekiwania. Być może gdyby Włodek poświęcił im drugi, dedykowany kanał, to miałby większą szansę. Treści „przemyśleniowe” oczywiście zawsze będą miały mniejszy zasięg, będą mniej popularne, niż treści typowo rozrywkowe czy o radosnym i wesołym charakterze. Jeśli szukać źródeł sukcesu… to zdecydowana większość dużych kanałów czy twórców video po prostu dostarcza szeroko pojętej rozrywki. Zgadzam się z tym nastawieniem w 100%, sam oglądam YouTube w celach rozrywkowych, a nie w celach naukowo – refleksyjnych. Ludzie zawsze będą chcieli bardziej oglądać streamy śmieszków czy „betowanie kos” w filmach gamerów.

Skoro już przy sukcesie jesteśmy, to Ty wydajesz się człowiekiem sukcesu, a mimo to dużo ludzi kojarzy Cię jedynie z serii Wjazdów na Chatę, być może przez to nawet nie kojarzy dobrze Twojej twarzy. Czy nie przeszkadza Ci to, że Twój kanał i Twoja osoba mają dużo więcej do zaoferowania niż Wjazdy na Chatę, a mimo to ludzie znają tylko ten format?

Dla mnie sukcesem jest każda podróż, każda minuta spędzona na wodzie czy na śniegu. Poznawanie nowych ludzi, uczenie się czegoś nowego, poszukiwanie nowych tematów do pokazania, po prostu każde przeżycie, którego nie zdobędę siedząc przed komputerem, jest dla mnie moim sukcesem. Ja wiem, że za 20-30 lat nie będę żałował swojego życia, moje zdrowie będzie lepsze niż gdybym był pasywny. Do takiego podejścia dochodzi się latami, kiedyś tak w ogóle nie myślałem. Staram się wyciągać jak najwięcej pozytywnych rzeczy z tego wszystkiego i uczyć się cały czas. Natomiast co do szufladkowania mnie tylko do Wjazdów na Chatę, to wystarczy zajrzeć do playlist, jak ktoś chce to sobie znajdzie moje inne filmy. Nie pcham się wszędzie ze swoją twarzą, może dzięki temu jest mi łatwiej w miejscach publicznych czy podczas podróży. Jeśli chodzi o to, że mogę zaoferować więcej, to na moim kanale są nowe serie filmów, być może niedługo też rozszczepię kanał na 1 lub 2 inne, dedykowane konkretnym rzeczom. Wtedy to wszystko będzie już z moją osobą w roli głównej.


A jednak szczególnie dziwi mnie to szufladkowanie, ponieważ Jack Gadovsky to tak, jakby pewna marka. Prześledziłem Twoją karierę i wyglądasz na człowieka, który może zajmować się wszystkim, bo już chyba robiłeś wszystko.


Rzeczywiście po 18 latach kariery zawodowej, można powiedzieć, że robiłem już wszystko – od dziennikarstwa, poprzez PR, marketing, ecommerce, sprzedaż po audyt, zakupy czy też kwestie wizerunkowe, czy produkcje video. Nawet mam uprawnienia instruktora kite, jakby ktoś był zainteresowany. Niedługo zrobię kolejne – operatora drona i być może sam dla siebie – w ramach projektu, który chodzi mi po głowie od pewnego czasu, zostanę hydraulikiem/elektrykiem po szkoleniu. Generalnie tak, na nazwisko czy „ksywkę” pracuje się długo. I ona jest zawsze w życiu największą wartością, o czym nie każdy pamięta.

Pod hasłem "robiłeś wszystko" kryje się między innymi praca w korporacji. Powiedziałeś, że ta praca i rutyna z nią związana zabiła w Tobie duszę podróżnika – YouTube okazał się Twoim zbawieniem?

Korporacja czy praca najemna to był czas, w którym mogłem sporo się nauczyć, wyciągnąć jakieś korzyści dla siebie. To samo podpowiadam innym – próbujcie, uczcie się. Po latach jestem już w stanie powiedzieć, że dla niektórych praca w korporacji może być sposobem na życie, podejmujemy wszakże wolne wybory. Natomiast faktycznie, korporacja ogranicza, jeśli ktoś chce się bardziej zaangażować w sport czy podróże. Oczywiście są wyjątki wśród moich znajomych, ale można ich policzyć raczej na palcach jednej ręki. Dlatego mając to na uwadze, 5 lat temu postanowiłem inaczej zorganizować sobie życie i zacząć próbować nowych rzeczy. YouTube dał mi możliwość bardziej intensywnego życia, na przykład odwiedziłem ponad 150 twórców video, co wymagało ode mnie poświęcenia bardzo dużej ilości czasu, jak i finansów. Mogłem także zrealizować kilka ciekawych projektów, których bez YouTube bym nie zrobił.

W związku z poprzednim pytaniem, z bólem zadam Ci banalne i oklepane pytanie, które jednak samo ciśnie się na usta: co gdyby nie YouTube? Pozostałbyś niewolnikiem korporacji?

Pracowałbym i pracuje nadal we własnej firmie. Zajmuję się marketingiem i komunikacją. Pewnie bardziej rozwijałbym firmę, być może to wszystko ewoluowałoby w stronę agencji reklamowej. W innej rzeczywistości, gdybym zdecydował się na bardziej radykalne rozwiązania, to byłbym właścicielem lub zarządzającym szkółką kite, gdzieś w ciepłych krajach, gdyż miałem taką możliwość. Może mógłbym więcej podróżować, być może byłbym korespondentem wojennym, nad czym też się zastanawiałem, bo jest to pewnego rodzaju adrenalina.

A czy na YouTubie jest jakaś adrenalina? Tutaj także zdarzają się wojny – między YouTuberami.

Pewnie, każdego dnia! (śmiech) Jesteś kowalem własnego losu. A są tacy, którzy lubują się w wywoływaniu potyczek, bo taki mają na siebie pomysł lub taki prezentują charakter i światopogląd. Życie!

Skoro YouTube to adrenalina to także i uzależnienie?

Zależy jak kto na to patrzy, nazwałbym to jako forma zajawki/pasji/hobby.

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.