Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi - godny reprezentant obecnego kanonu

Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi - godny reprezentant obecnego kanonu

Każda kolejna premiera filmu z sagi Gwiezdnych Wojen urasta na całym świecie wręcz do miana prawdziwego święta popkulturalnego jak chyba żadna inna superprodukcja tego typu. Nic dziwnego - przez 40 lat licząc od Nowej Nadziei do aktualnego nam teraz Ostatniego Jedi wychowały się przecież kolejne pokolenia fanów i każdy ma związane z serią inne wspomnienia, nadzieje i oczekiwania. Do kina udałem się także i ja przede wszystkim pełen ciekawości  w którą stronę po dość bezpiecznym Przebudzeniu Mocy zostanie pociągnięta główna fabuła. Już teraz mogę napisać, że czuję się usatysfakcjonowany.


Żeby nie było - do seansu przygotowywałem się od pewnego czasu. Praktycznie już rok temu pewne było dla mnie, że kolejną część gwiezdnej sagi także zobaczę w kinie. Krótko przed seansem postanowiłem zrobić sobie nawet swojego rodzaju maraton filmów o rodzie Skywalkerów, by z pewnymi rzeczami być stosunkowo na świeżo. Był to bardzo dobry ruch.

Nie ma co ukrywać, że dla postronnych, którzy nie mieli wcześniej styczności z serią, Ostatni Jedi to film trudny, momentami chaotyczny - jesteśmy rzuceni w sam środek zwartej akcji i cóż, radź sobie widzu. O ile w przypadku Przebudzenia Mocy czy zwłaszcza Łotra 1 wszyscy zaczynali praktycznie z tego samego pułapu, tak w tym przypadku z racji, że jest to druga część trylogii tak nie jest. Niemniej wszyscy inni z miejsca powinni czuć się jak w domu.

solo

O ile ubiegłoroczny Łotr 1 był bardziej filmem wojennym z wbrew pozorom cichymi bohaterami, którzy przysłużyli się wielkiej sprawie, tak Ostatni Jedi to momentami prawdziwe kino superhero rodem z Marvela czy DC, gdzie główni protagoniści są praktycznie niezniszczalni i wszechpotężni. Ma to oczywiście zarówno swoje dobre jak i złe strony - m.in. dzięki temu mogliśmy zobaczyć Luke'a Skywalkera w pełnej krasie i okazałości robiącego to czego moglibyśmy się po wielkim mistrzu Jedi spodziewać i jakiego wielu od lat chciało zobaczyć. Podobna sprawa ma się z Rey, która zalicza duży progres w swojej przygodzie z mocą czy nawet z Kylo Renem, który wreszcie przestaje sprawiać wrażenia (aż tak) zagubionego, skonfliktowanego wewnętrznie chłopca jak w Przebudzeniu i pokazuje, że nie bez powodu znalazł się w miejscu w którym jest. Szczególnie widać to w jednej z ważniejszych dla filmu scen, gdzie pokazał, że w posługiwaniu się mocą jest naprawdę niezły, być może równie dobry jak niegdyś jego dziadek. Wspomniałem również o mankamentach takiego rozwiązania. W pewnym stopniu czyni to wątki niektórych postaci strasznie naginanymi, odrealnionymi przez co w kontraście do bardzo dobrych scen można zobaczyć również te, które mogą przejść do historii serii raczej w dość niesławnym tonie.

Podczas seansu byłem pod wrażeniem w jaki sposób twórcy podjęli pewnego rodzaju grę z widzem a propos poruszanych w poprzednim filmie wątków. W Przebudzeniu Mocy pozostawione zostały nam pewne furtki, które otwierały szerokie pole do interpretacji niektórych elementów filmu - a co za tym idzie sprzyjały powstawaniu różnych teorii spiskowych typu kim jest dana postać, jak potoczy się ten konkretny wątek itd., od których przez ostatnie 2 lata internet przecież aż huczał! Oczywiście ciężko tu powiedzieć cokolwiek bez spoilerów niemniej chociażby scena kończąca Przebudzenie, która ma swoje bezpośrednie przełożenie w nowym filmie i która była tak bardzo podniosła, patetyczna, została sprowadzona praktycznie do żartu i w jeden moment wszystkie teorie na jej temat można było włożyć między bajki. Takich nieoczekiwanych zwrotów akcji jest co najmniej kilka i co prawda wgniatają nas w fotel, ale nadal zostawiają z pytaniami bez odpowiedzi. Wspomnianego wcześniej humoru ogólnie również jest bardzo dużo - nieraz w miejscach, gdzie zdecydowanie "siada", ale niestety wielokrotnie również w miejscach gdzie sprawia wrażenie wpisanego nieco na siłę.

Ostatni Jedi to też multum sprawdzonych już motywów z poprzednich części, ale nie na zasadzie ich powielenia 1 do 1, a raczej analogii jak wielkie koło potrafi ta zatoczyć historia, gdzie paradoksalnie różne postacie wplątują się w podobne relacje i zawirowania, a przez to podejmują zbliżone decyzje jak ich przodkowie w poprzednich filmach. Trochę przychodzi na myśl tu ten pewny balans dobrej i złej strony, o którym mówi się w sumie nie tylko w tym filmie, ale i przez całą sagę. Swoją drogą słynna moc jest tu wreszcie potraktowana z należytym szacunkiem - nie ma mowy o midichlorianach, na które spadł swojego czasu taki hejt, a o wielkiej energii, która spaja cały wszechświat i da się słyszeć te słowa nie od byle kogo, a od postaci, która o mocy wie być może najwięcej w całym uniwersum.

rey

Poza głównym wątkiem naprawdę ogromne wrażenie robi również poszerzający uniwersum świat przedstawiony. Mnogość nowych ras stworzeń, zwierząt, roślinności czy nawet miejscówki z wytwornym kasynem czy kryształową wyspą na czele pokazują świat Gwiezdnych Wojen zupełnie od innej strony. Sporo dzieje się także na drugim planie aktorskim, gdzie rozszerzono niektóre wątki jak również wprowadzono kolejne postaci, których rozwój będziemy śledzić w kolejnych odsłonach. Ostatni Jedi to także najzwyczajniej bardzo ładny, dobrze zrealizowany film i pod tym względem ciężko mu cokolwiek zarzucić.

Śmiem twierdzić, że dla wielu Ostatni Jedi może być jedną z najlepszych odsłoń Gwiezdnych Wojen. Z pewnością ja po tym filmie jestem jeszcze bardziej zaciekawiony co stanie się z nowymi postaciami i ogólnie - obchodzą mnie oni bardziej niż po Przebudzeniu Mocy. Zastanawia mnie tylko, gdzie pójdziemy jeszcze dalej, bo końcówka ponownie daje nam pole do uruchomienia wyobraźni i pisania w głowie nowych scenariuszy. A może właśnie o tę ciekawość w sadze chodzi? O tę magię, która co jakiś czas przyciąga widzów do kin? To chyba jest właśnie ta recepta na sukces jak stworzyć kolejną odsłonę jednego z największych i najpiękniejszych uniwersum w historii światowej kinematografii. Z pewnością warto iść na ten film do kina, chociażby by sprawdzić samemu na własnej skórze na czym polega ten fenomen i dać się ponieść równie mocno jak miliony fanów na całym świecie.

Niech moc będzie z Wami!

Piotr Gołaś

Absolwent administracji, fan Królewskich, miłośnik uniwersum Tolkiena, Gwiezdnych Wojen, Marvela, muzyki z lat '80 oraz gier - szczególnie tych z klasycznego NES-a. W wolnym czasie lubi napisać tekst z dowolnej dziedziny szeroko rozumianej popkultury.