Gimper dla APYnews:

Gimper dla APYnews: "Nie robiłbym czegoś, co nie sprawiałoby mi frajdy" [WYWIAD]

Żartów na temat Gimpera jest wiele, ale które z nich są prawdziwe? Tego chyba nawet nie wie sam Gimper. To nie jest jednak problem, bo sam z siebie uwielbia się śmiać. Przełamując jednak to humorystyczne podejście do życia i twórczości porozmawialiśmy z Gimperem na całkiem poważnie. Gimper powiedział nam w jakich sytuacjach można przekonać się, jakimi ludźmi tak naprawdę jesteśmy, co wspólnego ma granie z występowaniem na scenie i co różni go od przeciętnego Kowalskiego. Nie zabrakło również komentarzy o aktualnych trendach na YouTubie i zmierzchu gamingu, który postępuje. 




Grzegorz Majchrzak: Czytałeś Rok 1984?

Niestety nie miałem jeszcze okazji, ale wiem, że jest to lektura absolutnie obowiązkowa i kiedyś na pewno nadrobię :)

Jeśli nie czytałeś, to przynajmniej znasz Big Brothera. To właśnie z tej książki pochodzi koncepcja tego programu, czyli nieustannego obserwowania kogoś. Brzmi trochę znajomo?

I tak, i nie. Rozumiem, że pijesz do tego, że my jako twórcy jesteśmy obserwowani i zdradzamy bardzo dużą część swojego prywatnego życia publicznie. Rzeczywiście trochę sprzedajemy naszą prywatność, natomiast różnica jest taka, że w Big Brotherze i Roku 1984 ludzie byli obserwowani w całości i nie mieli do końca wyboru, co będzie ujawnione, a co nie. My jako twórcy mamy taką przewagę, że to my decydujemy w dużej mierze, które fragmenty naszego życiorysu, charakteru i prywatności zostaną pokazane, a które pozostaną w sferze prywatności. I to jest chyba jedna z takich rzeczy, która pomogła nam jeszcze nie zwariować.

Myślisz, że część Twoich widzów zna cię, a przynajmniej Twoje zachowania lepiej niż wielu Twoich realnych znajomych?

Nie uważam tak. Zapewne część z moich widzów myśli, że zna mnie albo moje zachowania lepiej, niż wielu moich realnych znajomych. Ludzie bardzo często ulegają iluzji, że ta część charakteru, którą akurat twórca pokazuje na filmach, to jest cała jego osobowość, a oczywiście tak nie jest. Ludzie są mega złożonymi istotami i w różnych sytuacjach zachowujemy się zupełnie inaczej. Żaden widz nigdy nie będzie mógł powiedzieć, że dobrze nas zna, bo obserwuje nas tylko w sytuacjach takich jak: komentowanie czegoś przed kamerą, historie snapchatowe i instagramowe, czy jakiś wywiad. Czasem zdarzy się, że jakaś osoba bez naszej wiedzy nas nagra, ale to nigdy nie będzie pełen obraz naszej osoby, naszego charakteru i naszego zachowania.



Jednak w dalszym ciągu jesteś jednym z YouTuberów, który spędza bardzo dużo czasu przed kamerą i pokazuje swoje autentyczne zachowania.

A ile w tym wszystkim jest mnie? Ile tam jest mojego charakteru? Na filmach i streamach na pewno można dostrzec pewien mój sposób wypowiadania się, jest tam moje podejście do komentowania gier komputerowych, jest tam na pewno też moja opinia na temat wielu spraw, ale czy widać to, jaki naprawdę jestem? To jaki jest człowiek, życie weryfikuje w bardziej poważnych momentach, niż te, które przytrafiają nam się w codziennym życiu. Wydaje mi się, że człowieka bardzo mocno definiują trudne sytuacje w bliskich relacjach – czy to z przyjaciółmi, czy partnerami. Być dobrym ziomeczkiem na co dzień, to nie jest nic skomplikowanego. Natomiast dopiero te trudne sytuacje pokazują najlepiej, jaki naprawdę jest człowiek i jak się zachowuje w ważnych chwilach. To wszystko mówi dużo więcej o nas.

Czyli kamera nie jest najlepszym narzędziem do poznawania ludzi. Teraz moje pytanie zabrzmi trochę, jakbyś był szalony, ale... czujesz się czasem obserwowany, gdy nie ma żadnych kamer? Odczuwasz jakieś negatywne efekty długotrwałego kontaktu z kamerą?

Zupełnie nie, nawet powiem więcej jest dokładnie odwrotnie! Kamera pozwoliła mi tak się wyluzować i przyzwyczaić, do tego, że jestem obserwowany i oceniany, że bardzo pozytywnie wpłynęło to na moje funkcjonowanie na co dzień. Kiedy zaczynałem nagrywać pierwszego let's playa w kwietniu 2010 roku, to byłem naprawdę nieśmiałym chłopakiem, a teraz patrzę na siebie i widzę osobę, która wykonała naprawdę dużo pracy nad swoim charakterem. Może nie jestem jakimś lwem relacji międzyludzkich, ale zdecydowanie stałem się osobą, która nie ma absolutnie żadnych problemów w kontakcie z ludźmi i która świetnie się czuje w ich towarzystwie. Może nawet często bywam zbyt mocno angażujący i ekstrawertyczny, czasem przytłaczam osoby, które są trochę mniej wygadane i mniej śmiałe ode mnie. Więc to wszystko zadziałało bardziej w tę drugą stronę. Moje umiejętności socjalne bardzo się polepszyły.

I naprawdę nie cierpisz na żadne przypadłości swojego skrzywienia zawodowego?

Czy ja wiem? Może jestem trochę pracoholikiem. To znaczy, bardzo dużo o tym wszystkim myślę i jestem bardzo zaangażowany we wszystko, co robię. Duża część moich relacji opiera się o to, w jakim zawodzie pracuję i czym się zajmuję. Poświęcam naprawdę dużo czasu na rozmowy o tym. Teraz wraz z moją społecznością tworzymy grę komputerową, tak po prostu – z zajawki. Zdarza mi się siedzieć przy tym do 1 czy 2 w nocy i rozmawiać z ludźmi, doglądać projektu, dyskutować, czy zwyczajnie czytać, co piszą, co tworzą i jak pracują. Przeglądam też cały czas oczywiście YouTube'a, patrzę co się na nim dzieje, analizuję statystyki, wchodzę w różne tabelki i wykresy, spisuję nowe pomysły. W międzyczasie pracuję nad dwoma projektami programów przy współpracy z telewizją. Bardzo dużo czasu na to wszystko poświęcam i jestem w to bardzo zaangażowany. Jeżeli porównalibyśmy mnie do mocno stereotypowego Kowalskiego, który nienawidzi swojej pracy i myśli, jak tu najdłużej odpoczywać, to ja jestem po przeciwnej stronie osi. Jestem bardzo mocno zaangażowany i poświęcam momentami pewnie aż za dużo czasu na pracę. Trzeba mnie niekiedy zmuszać do odpoczynku, żebym trochę się odciął od tego, odciążył głowę.

A zdarza Ci się grać jeszcze bez żadnej kamery albo streamowania – tak po prostu, samemu dla siebie? Czy może towarzyszy Ci takie uczucie, że... właściwie to po co?

Zdarzało mi się czasem, głównie przed tym, jak zacząłem streamować. Duża część gier, w które grałem, bo je lubiłem, nie nadawała się na główny kanał dlatego, że nie trafiała do odbiorcy, który się tam zebrał na przestrzeni lat i wygenerowałaby bardzo mało odsłon. Zawsze rozumiem to tak, że jeśli średnia wyświetleń na filmach jest jakaś, a jakiś film z innej kategorii generuje mniej wyświetleń, to oznacza, że bardzo dużo osób czeka na jakiś inny materiał, ale go nie dostaje. Takich gier było bardzo dużo. Teraz mam streamy, do których podchodzę bardzo luźno, jeśli chodzi o ilość osób na audycjach. Dla mnie granie na streamie i granie samemu to właściwie takie samo doświadczenie, przy czym zawsze jest do kogo otworzyć gębę. Są pewne interaktywne elementy, które są też bardzo fajne. Moje granie dla zajawki przeniosłem na streamy.



A czy gry są cały czas dla Ciebie tak samo emocjonujące?

Dużo mniej. Przede wszystkim ze względu na to, ile tytułów już ograłem w swoim życiu. Jak miałem 14 czy 15 lat, to dużo bardziej jarałem się nowymi tytułami, bo byłem młodszy i bardziej zaangażowany emocjonalnie. Patrzyłem też wtedy z pozycji konsumenta i to pozwalało mi bardzo autentycznie wchodzić w te emocje, które towarzyszyły mi podczas grania. Teraz gdy patrzę na gry, to troszeczkę rozkładam je na części, analizuję, staram się oceniać, krytykować. Wiem, w jaki sposób była wkładana praca w dany element i jestem w stanie ocenić, czy ludzie wykonali dobrą, czy złą robotę. To sprawia, że już nie ma takiej magii. To jest troszeczkę jak z koncertami. Kiedy całe życie jesteśmy pod sceną, to te koncerty wyglądają jakoś tak „lepiej” – jest mega show, wszystko wydaje się zaplanowane, a gdy stajemy po drugiej stronie – na scenie, to nasza percepcja oglądania koncertów zmieni się na zawsze. Już nigdy nie będziemy w stanie spojrzeć na osobę występującą na scenie 1:1 tak jak wcześniej, kiedy byliśmy tylko widzem. I tutaj analogicznie jest z grami – kiedy nastąpiła u mnie pewna profesjonalizacja patrzenia na gry, to już raczej do takiego szczenięcego zaangażowania pewnie nie uda mi się wrócić. Pomijając aspekt emocjonalności, nie uważam tego jednak za żaden problem i bawię się dalej tak samo dobrze przy grach.

A masz plan B na życie, gdyby gry przestały Cię kompletnie jarać, albo przestały być popularne na YouTubie?

Gry JUŻ przestają być popularne na YouTube i już go realizuję. Wystarczy popatrzeć na wyświetlenia kanałów gamingowych, niezwiązanych z Counter Strikiem ani League of Legends – to wszystko leci na łeb, na szyję. Coraz mniej osób ogląda gaming, coraz mniej osób jest tym zainteresowanych. W obliczu napływu nowego mainstreamowego odbiorcy na YouTubie 150 tysięcy wyświetleń na materiale gamingowym, które jeszcze jakieś 2 lata temu mogły robić wrażenie, dziś jest absolutnie osiągalne przez wielu mniejszych twórców, którzy wcale nie muszą się jakoś mocno nad takim filmem napracować. W związku z tym, gry na YouTubie dotknęły, póki co szklanego sufitu, którego nie są w stanie przebić i jeżeli chce się iść dalej, to trzeba pomyśleć nad czymś innym. U mnie jest to na przykład seria Overwatcha Hajsowników, która nie ma nic wspólnego z gamingiem, a jest sztandarową na moim kanale. Overwatch generuje wyświetlenia od 500 tysięcy w górę, co jest bardzo przyzwoitym wynikiem jak na dzisiejszy YouTube. Coraz bardziej próbuję swoich sił w konwencji vlogów, mam także kilka projektów, nad którymi równolegle pracuję, a o których jeszcze powiedzieć nie mogę, ale na pewno w tym roku ujrzą one światło dzienne. Jednym z nich, nad którym pracowałem jakiś czas, a wyszedł niedawno, jest “Projekt S.Z.C.Z.U.R.", czyli spojrzenie na gry, od trochę innej strony. Przechodzimy na motyw tworzenia gier i budowania ich, zamiast grania... i wyniki są rewelacyjne! Na ostatniej audycji było stale od 6 do 10 tysięcy osób, co jak na polskiego Twitcha jest bardzo przyzwoitym wynikiem. Również zapiski, które ludzie robią z tego live'a generują bardzo dużo odsłon.

W przeciwieństwie do gier coraz większą popularność zyskują streamy, więc może to one wyprą tradycyjne gameplaye? 

To zależy indywidualnie od każdego twórcy. Dla mnie streamy są fantastyczną możliwością realizowania swojej pasji do gier, jednocześnie w taki sposób, żeby główny kanał mógł się rozwijać i podążać za trendami, które na YouTubie zmieniają się bardzo szybko. Być może będzie część twórców, która podejmie decyzje, że chce, żeby ich kanał wyglądał tak samo, jak wtedy kiedy go zakładali – to jest ich podejście i nic do tego nie mam. Najważniejsze w byciu twórcą jest to, żeby czuć się dobrze z tym, co się robi. W moim przypadku próbuję robić tak, żeby wilk był syty i owca cała. Nie chcę rezygnować z gier i paradoksalnie dzięki streamom materiału związanego z gamingiem wychodzi kilkudziesięciokrotnie więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Dzięki streamom materiał gamingowy mogę liczyć w dziesiątkach godzin, a wcześniej to było 5 do 10 godzin materiału miesięcznie. Teraz może być tego materialu od 80 do 100 godzin. Więc jest tego dużo więcej, a jednocześnie główny kanał zyskał dużo wolnej przestrzeni, żebym mógł porobić też inne rzeczy, które równie mocno mnie jarają. Nie robiłbym czegoś, co nie sprawiałoby mi frajdy, tylko dla wyświetleń i pieniędzy. Zresztą – ludzie to czują. Jak się coś robi TYLKO dla wyświetleń i pieniędzy, to się z tego nie ma ani wyświetleń, ani pieniędzy. Robię to, bo lubię i mi się to podoba. Cieszę się, widząc dobre wyniki na rzeczach, którymi osobiście się jaram i dalej będę kontynuował ten trend.



Streamy to kolejny poziom interakcji twórcy internetowego z widzem. Jaki będzie kolejny? Trudno jest mi w ogóle sobie coś wyobrazić.

Czas to wszystko pokaże. Czas pokaże, czy ta interakcja jest konieczna albo, czy będzie w ogóle możliwa. Trudno jest mi uwierzyć, że kanały, które mają miliony wyświetleń i setki tysięcy komentarzy mogą mówić o interakcji z widzem. Jasne – dostajemy natychmiastowy feedback w postaci topowych komentarzy czy też stosunku ocen negatywnych do pozytywnych – i to jest super fajny poziom interakcji, streamy też wchodzą jeszcze wyżej. Na streamach jest kilkaset lub kilka tysięcy osób, które tworzą zgraną społeczność, z czego wypowiada się trochę mniejsza część. W przypadku twórców, którzy rozmawiają tylko ze swoimi subskrybentami, to w ogóle jest bardzo duży poziom interakcji i zżycia ze swoją społecznością. Ale jaki będzie ten kolejny krok? To naturalnie wyniknie, ja nie próbuję nawet zgadywać.

Na kolejny poziom wkracza także Twoje nowe studio, które cały czas powstaje. Czy będzie miało w sobie coś innowacyjnego, co pozwoli na nową jakość streamowania?

Studio bardziej powstało z myślą o zwiększeniu jakości filmów na YouTube. Wychodzę coraz częściej z domu, jeśli chodzi o nagrania. Pracuję też nad filmami, które będą realizowane w zewnętrznych, wynajmowanych studiach, które nie należą do mnie, po to, by dostarczyć jeszcze wyższą jakość materiałów. Jeżeli chodzi o streamy, to tutaj nie ma dużych wymagań od community streamowego. Bardziej niż nad jakością techniczną będę chciał pracować nad formatami na streamy, których w Polsce jest potwornie mało. Poza jakąś Parszywą Piątką w wykonaniu Frenzy jest niewiele rzeczy, które wychodzą ponad standardowe siedzenie, granie i "pitolenie" do mikrofonu. Więc studio nie ma być wartością samą w sobie, tylko czymś, co pozwoli na realizację nowych formatów, które dopiero tę wartość nadadzą.

Przez cały wywiad trochę doszukiwałem się dziury w całym, no ale taki już jest mój zawód. A jak Ty byś określił swój zawód? Da się go w ogóle zdefiniować?

Myślę, że takie sformułowanie jak "twórca internetowy" jest bardzo szerokim pojęciem i chyba bardzo dobrze oddającym to, co w danym momencie robię. To znaczy: nie jest to stricte gaming ani stricte robienie filmów na YouTubie. Tworzę na YouTube i tworzę na streamach, wypowiadam się na różne tematy, tworzę vlogi i robię show pod postacią Overwatcha Hajsowników. Jednocześnie pracuję nad kolejnymi formatami, które będą jeszcze większym show, można powiedzieć w formule telewizyjnej, więc to jest już delikatne zbliżanie się do showbiznesu. Zresztą YouTube idzie w tym kierunku i to widać. Spektrum projektów, w które jestem zaangażowany, jest bardzo szerokie, w związku z tym wydaje mi się, że hasło "twórca internetowy" jest chyba najbliższe czemuś, co dostatecznie precyzyjnie określi mój zawód, jednocześnie nie wykluczając żadnej rzeczy, którą robiłem.

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki pisaniu realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.