Cyber Marian dla APYnews:

Cyber Marian dla APYnews: "Ściągnę perukę, okulary, zmyję wąs i wyjdę ze studia…" [WYWIAD]

Najpopularniejszy anonimowy twórca na YouTubie, którego wszyscy znają. Jego pseudonim artystyczny pasowałoby zarówno do robota, jak i do osoby z ubiegłego pokolenia. W tym tygodniu rozmawialiśmy z futurystyczno-staromodnym Cyber Marianem o wzbudzaniu zaufania, szczęściu, wielozadaniowości YouTubera oraz dowiedzieliśmy się, co mogłoby go łączyć z głównym bohaterem filmu Truman Show. Zobaczcie, co mówi o sobie Cyber Marian - YouTuber, piosenkarz, autor książki, żeglarz, człowiek orkiestra.




Grzegorz Majchrzak: Jesteś dla mnie artystą paradoksem – jednym z najpopularniejszych YouTuberów, ale też jednym z najbardziej anonimowych. Jesteś też jednym z najbardziej kreatywnych YouTuberów, ale też jednym z najbardziej ograniczonych przez własną wykreowaną postać. Czujesz się czasem niewolnikiem Cyber Mariana?

Zawsze powtarzam, że ta postać ma swoje plusy i minusy. Plusem jest anonimowość i spokój na co dzień. Od lat też toczę wewnętrzną rozkminę czy to był dobry ruch. Tak charakterystyczna postać powoduje to, że jak się już załapie przekaz i ten rodzaj humoru to ma się wiernych i prawdziwych fanów. Wśród moich widzów nie ma przypadkowych osób… i za to lubię tę postać.

Właściwie jak duże możliwości daje Ci Cyber Marian? Nieograniczone, czy była kiedyś sytuacja, w której nie mogłeś czegoś nagrać, albo zrealizować swojego pomysłu, bo nie wpasowałoby się to w kreację?

Marian daje właśnie nieograniczone możliwości. Może robić rzeczy, których mi osobiście by nie wypadało. A on może. W moich filmach Marian może być wszystkim i każdym. Pokazuję to m.in. w serii „Wciągło mnie do…” czy „Youtuberzy w macierzy”.



Kiedy zakładałeś kanał na YouTubie i decydowałeś się na stworzenie postaci Cyber Mariana i zachowanie anonimowości, to czy byłeś do końca świadom konsekwencji, jakie może za sobą ponieść ta decyzja? Wiem, że nie lubisz gdybać, ale czy teraz tak samo poszedłbyś w kreację Cyber Mariana?

W sumie to był przypadek. Faktycznie, nie lubię gdybać, co ma być, to będzie. Nie martwię się tym, co będzie jutro. Liczy się tu i teraz. Fakt jest jednak taki, że teraz możliwe, że inaczej rozegrałbym tę postać. Może byłoby to coś takiego, jak praktykują Darwini – na co dzień są sobą, a na potrzeby filmu kreują różne postaci.

Kiedy w ogóle zdecydowałeś, że chcesz zachować swoją anonimowość? Miała na to wpływ jakaś konkretna sytuacja?

Wtedy nie rozkminiałem tego w tych kategoriach. W czasach gdy ja zaczynałem, to na YouTubie był Cezik, VJ Dominion i Gracjan. Nie było zjawiska YouTuberów i ich popularności.

Dzisiaj natomiast jesteś już naprawdę jednym z najpopularniejszych YouTuberów, a mimo to masz "tylko" ponad 700 tysięcy subskrypcji. Co tak naprawdę decyduje o tym, że ludzie zostawiają suby na danym kanale, albo ich nie zostawiają? Trudno mi uwierzyć, że chodzi tylko o zwykłe namawianie do zostawienia suba. Może w Twoim przypadku znaczenie ma właśnie ukryta tożsamość, przez co nie wzbudzasz w ludziach aż takiego zaufania?

Z pewnością ma na to wpływ wygląd Mariana. Często ludzie piszą, że gdy po raz pierwszy spotkali się z tą postacią, to ich pierwszą myślą było: „co za dzięcioł”. Dopiero jak wdrożyli się w moje filmy i w to, co chcę przekazać, to dopiero wtedy wszystko zrozumieli i polubili mój kanał na YouTube. Inną kwestią jest proszenie o łapki i suby. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy jestem w kinie, oglądam czwartą część Gwiezdnych Wojen, a po napisach końcowych wchodzi na scenę George Lucas i mówi: „Jeśli się podobało, to zostawcie łapkę w górę i zasubskrybujcie moją wytwórnię, bo to zawsze motywuje do dalszego działania”(śmiech).

Jak na anonimowego twórcę internetowego masz zaskakująco bogatą stronę na Wikipedii, napisałeś o sobie książkę, a w całym Internecie jest bardzo dużo wywiadów i artykułów o Tobie... Istnieje taki psychologiczny mechanizm, według którego seryjni mordercy pozostawiają poszlaki, dzięki którym mieliby zostać złapani. Czy można to w jakiś sposób przełożyć na Twoją anonimowość?

To są tak zwane „ukryte smaczki”. Dociekliwi fani potrafią dotrzeć do mojej prawdziwej tożsamości, a nawet pod drzwi mojego domu. Ale ZAWSZE jak to zrobią, to mówią, że zrobili to tylko dla siebie i z nikim, nigdy nie podzielą się tą wiedzą. I za to mają mój szacun! Zatem można powiedzieć, że jeżeli zostawiam jakieś ślady, to robię to właśnie dla nich.

Czy Ty kiedyś w ogóle zamierzasz się ujawnić, czy Chuck Norris już na zawsze pozostanie Tobą?

Nie mam pojęcia (śmiech). Co ma być, to będzie. Może kiedyś zrobię tak, jak Truman Burbank. Podejdę do drzwi studia, powiem: „Dzień dobry. A na wypadek, gdybyśmy się już potem nie widzieli – także dobry wieczór i dobranoc.” Ściągnę perukę, okulary, zmyję wąs i wyjdę ze studia…


W jednym z wywiadów wspominałeś, że ktoś rozpoznał Cię przez Twój głos. Miewasz czasem obawy przed mówieniem w miejscach publicznych, bo ktoś może Cię przez to rozpoznać?


Nie, nie popadajmy w skrajności (śmiech). Jak ktoś mnie rozpozna po głosie, to naprawdę mam radochę. To musi być naprawdę wierny widz, który na tyle długo ogląda mnie na YouTube, żeby mógł rozpoznać mnie tylko po głosie.

A da się Ciebie rozpoznać przez to, jaki po prostu jesteś w normalnym życiu i jaki masz typ humoru? W takim trybie pracy chyba nietrudno jest o jakieś „rozdwojenie jaźni”?

Ja prywatnie jestem zupełnie inny niż Marian. Choć te dwie osoby coraz częściej zaczynają nachodzić na siebie. Jednak dopóki się nie odezwę to trudno rozpoznać we mnie Mariana.

Nie masz ochoty czasem zmienić choć trochę swojego wizerunku? Nie staje się on dla Ciebie nudny? Przecież każdy potrzebuje jakichś zmian, nowa fryzura dla kobiety często jest nowym rozdziałem w życiu. Czy możemy oczekiwać, że Cyber Marian kiedyś będzie występował w dredach albo będzie łysy?

Przecież często w moich filmach zmieniam wizerunek. Jestem Viktorem Xaverym, Vaderem, Transformersem czy mamą Blowka (śmiech). Jak grałem Hardcorowego Koksa czy Languste na palmie to byłem łysy. Na tym polega właśnie postać Mariana.

Miałem na myśli to, żeby zmienić swój image na stałe, ale rozumiem, że takie przebieranki Ci wystarczają. Na pewno słyszałeś, że „YouTuberem może być każdy”, natomiast ja przyglądając się Tobie, zacząłem się zastanawiać nad tym, że z kolei to YouTuber może być każdym. Przez to, że jesteś YouTuberem, to jesteś też autorem książki, artystą muzycznym, mistrzem polski w regatach YouTuberów, scenarzystą, montażystą... długo by wymieniać.

Otóż to, każdy z nas może być, kim chce i robić to, co chce. I nie chodzi tu tylko o YouTuberów. Ustawiasz sobie cel i dążysz do niego… albo idziesz przed siebie ot, tak, bo właśnie po bokach masz ładny widok na łąkę. Chcesz napisać książkę, to ją piszesz. Chcesz sobie pośpiewać to śpiewasz. Chcesz być mistrzem Polski w żeglarstwie, to wsiadasz na łódkę ze Szwagrami (śmiech).

Domyślam się, że działanie w tych różnych kierunkach – właśnie jako autor książki czy jako wokalista sprawia, że spełniasz się zawodowo. Przychodzi w końcu taki moment na YouTubie, w którym zwykłe nagrywanie filmów przestaje wystarczać?

Ja od dziecka wychowywałem się na scenie. Spędziłem na niej pół życia. Właśnie tej sceny czasami brakowało mi na YouTubie, więc zaczęliśmy nagrywać teledyski i koncertować. Książka była wynikiem moich życiowych przygód. Ich nie dałoby się pokazać na moim kanale, więc idealnym medium okazała się do tego właśnie książka.

YouTube w ogóle daje bardzo duże możliwości artystycznego wyrażenia siebie na przykład poprzez muzykę – większość YouTuberów na swoim koncie ma albo jakąś piosenkę, albo udział w niej. Ty czy na przykład Człowiek Warga niedługo moglibyście wydać własną płytę, bo nagraliście już tyle kawałków, inni natomiast już to zrobili.

Pewnie dlatego, że „muzyka łagodzi obyczaje” (śmiech).



Ty nawet dajesz już koncerty, chyba dość mocno ciągnie Cię do muzyki?

To jest po prostu inny sposób artystycznego wyżycia się. Niektóre rzeczy fajniej jest pokazać jako trailer, a inne jako teledysk. Nie wiecie tego, ale na przykład w pierwszej wersji mój film „Kosmiczny Złom” miał być teledyskiem i miał zupełnie inaczej wyglądać. Usiedliśmy jednak wspólnie z Discovery Channel i ustaliliśmy, że lepiej jednak zrobić to w stylu trailera kinowego.

Teledyski muzyczne to jedne z najpopularniejszych filmów na Twoim kanale, czy to one są Twoim przepisem na sukces? Mają one ogromną moc viralową.

Teledyski mają inny sposób rozchodzenia się. Trafiają na playlisty. Ludzie chętnie do nich wracają przy okazji jakiejś imprezy. Zdobywają dużo wyświetleń, ale w dłuższym czasie, natomiast film jak nie stanie się viralem w tydzień po publikacji, to już raczej nie rozejdzie się po Internecie, zdobywając miliony wyświetleń.

Wspominałeś w którymś wywiadzie, że nie sztuką jest wypuścić viral, sztuką jest wypuszczać viral co tydzień. Tylko czy rzeczywiście jest to możliwe? Czy nie jest to przekroczenie pewnej realnej dozy szczęścia?

Jasne, że jest to możliwe, jednak doba ma tylko 24 godziny, a tydzień 7 dni. Moje produkcje, te które nazywam „jajami z wielkim rozmachem”, powstają od dwóch do trzech tygodni, wliczając w to postprodukcję. No i spróbuj tu wypuszczać taki film co tydzień. Nierealne (śmiech).

A szczęście na YouTubie to...?

Widzowie! Zawsze przed każdą premierą mam „stresa” i zastanawiam się, czy spodoba im się to, co dla nich przygotowałem. Jak widzę, że się podoba i chcą więcej, to wtedy jest pełnia szczęścia.

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki pisaniu realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.