Bez Kanału dla APYnews:

Bez Kanału dla APYnews: "YouTube jest niepewną zdrapką" [WYWIAD]

Prosimy nie regulować odbiorników, to wcale nie jest tak, że w akcie desperacji przeprowadziliśmy wywiad z nieistniejącym kanałem. Kanał w rzeczywistości istnieje, tak jak i jego twórcy, którzy po prostu nie wpuszczają swoich widzów w kanał - dlatego właśnie nazywają siebie Bez Kanału. Z przedstawicielem Bez Kanału - Patrykiem Suligą, który odpowiadał w imieniu całej ekipy, porozmawialiśmy o "januszach biznesu", psychologicznych mechanizmach w antyreklamie oraz dowiedzieliśmy się, dlaczego jedyną drogą do sukcesu są porażki.




Grzegorz Majchrzak: Sprawdzacie na Waszym kanale sposoby na biznes, a także weryfikujecie różnego rodzaju zdrapki i loterie. To, że YouTube jest poważnym biznesem, wiadomo już od dawna, ale z drugiej strony myślicie, że YouTube jest także swego rodzaju niepewną zdrapką, często pustą?

YouTube jest poważnym biznesem dla osób, które traktują YouTube'a poważnie. Bez Kanału traktuje poważnie swoich widzów, dlatego YouTube jest dla Bez Kanału ważnym przedsięwzięciem. Czy biznesowym? Pewnie tak. Jak mawia pewne przysłowie „Aby wyjąć trzeba włożyć”, tak samo było również w naszym przypadku. W pierwszym odcinku postanowiłem z żoną zainwestować 1250 zł na sprawdzenie 1000 zakładów w mini lotto. Wiedziałem, że są 3 opcje: 1. nie wygramy, ale będziemy mieć odcinek na YouTube, przez który ludzie nas wyśmieją, 2. wygramy i będzie to wyczyn, o którym będą mówić na całym świecie lub 3. wygramy tak mało, że będą o mnie mówić w całej w Polsce. Nie pomyliłem się. 7 dni po emisji odcinka zaprosił mnie TVN do programu „Dzień Dobry TVN”. Debiutancki odcinek wygenerował 700 tysięcy wyświetleń, kolejny już 1,5 mln. Dlaczego tak wyszło? Zbiegiem okoliczności w Stanach Zjednoczonych akurat była kumulacja 1,5 miliarda dolarów. Media i wszystkie programy śniadaniowe chciały u siebie Bez Kanału, bo takie medialne świry spadły im z nieba w odpowiednim czasie. Patrząc na to połączenie szczęścia i marketingowego działania RTM, to daje odpowiedź na pytanie, czy YouTube jest niepewną zdrapką. Oczywiście, że jest niepewną zdrapką, ale ja wierzyłem, że się uda, bo zawsze chciałem mieć kanał na YouTubie. Czekałem na dobry pomysł. Żeby YouTube nie był pustym losem, trzeba determinacji i wytrwałości w dążeniu do celu, inaczej nigdy się nie uda.

No właśnie, dobry pomysł na kanał podrzuciło Ci życie – widział, jak ludzie desperacko wierzą w odmianę losu poprzez zdrapki.

Tak, pewnego sobotniego popołudnia robiąc zakupy w jednym z hipermarketów znanej marki, widziałem stojących przede mną w kolejce seniorów, których koszyk wyglądał następująco:
- Najgorszej jakości gumowaty chleb (dawny gigant z lat 90 wyglądał lepiej...)
- Najtańsza margaryna znanej marki.
Nie byłoby w tym nic złego, ponieważ ludzie starsi cenieni są za umiejętność oszczędzania i radzenia sobie z niskim budżetem domowym. Problem pojawił się, kiedy zamiast dokupić jedzenie lub leki, woleli zakupić kilka zakładów w znanej loterii cylindrycznej w Polsce. To smutne, kiedy ludzie poszukują rozwiązania problemu w najłatwiejszy (dla nich) sposób. Bez Kanału nie powstałoby, gdyby dodatkowo kilka dni po tej sytuacji w hipermarkecie kumpel nie zadał mi pytania: Patryk, a co by było, gdybym postawił 100 zakładów w lotto? Albo najlepiej 1000? Ten sam kumpel wpadł głęboko w hazard i dzisiaj nie może odbić się od dna. Postanowiłem, że założę Bez Kanału i będę szukał sposobu na zarobienie pierwszego miliona złotych, ale zacznę w sposób dość nietypowy. Będę testował za ludzi konkursy i loterie w ilości po 100 lub 1000 sztuk, żeby pokazać, jakie są realne szanse na wygraną. Kiedy wszystkie konkursy zostaną przez nas sprawdzone, wtedy pokażemy, jak naprawdę zarabia się pieniądze poprzez dobry pomysł, kreatywność i ciężką pracę.


Nie obawiacie się tego, że ludzie i tak będą ślepo wierzyli w zdrapki, konkursy i różnego rodzaju loterie, bo po prostu mają taką naturę i nie da się tego zmienić?

Otrzymujemy często maile z podziękowaniami od osób uzależnionych od hazardu oraz osób, które w rodzinie mają takie przypadki. Jeśli nawet jedna osoba się opamięta, to my wygramy. Tu nie chodzi też o to, że chcemy pokazać ludziom, że lotto, zdrapki i loterie to oszustwo. Chodzi nam o rozwagę, żeby nie podejmować głupich działań. My to robimy za widzów, czyli np. otwieramy 1000 paczek chipsów. Pokazujemy, co się stanie i ludzie już nie muszą tego robić, bo ktoś to zrobił za nich i pokazał, że jednak rzeczywistość bywa brutalna.

Więc w większości ludzie reagują bardzo pozytywnie, a czy zdarza się, że ludzie są czasem źli, bo pozbawiacie ich złudzeń?

Ludzie są na nas źli tylko wtedy, kiedy nie wypuszczamy regularnie nowych odcinków (śmiech).

Organizatorzy konkursów czy loterii natomiast się Was boją...?

Wydaje mi się, że nie jesteśmy w stanie przestraszyć takich firm i nawet nie chcemy tego robić. Nasz kanał nie ma na celu udowadniania czyjegoś oszustwa, tylko ma na celu pokazanie, jakie są realne szanse na wygraną. Sprawdzamy po prostu rachunek prawdopodobieństwa na żywym przykładzie. Przekonujemy się, że jeśli ja kupując 1000 zakładów w Lotto, trafiam tylko 3 trójki to znaczy, że trzeba twardo stąpać po Ziemii. Często bywa tak, że kupujemy na przykład 10 losów, w czasie jakichś kumulacji świątecznych, żeby zwiększyć swoje szanse – oczywiście zwiększamy je, ale nie w takim stopniu, żeby mieć ogromne szanse. Chodzi o to, żeby grać z głową. My nie będziemy nigdy straszakiem dla korporacji. Kiedy robimy jakiś eksperyment, to nawet jakby okazał się on totalną antyreklamą, to akurat dla tej konkretnej firmy to będzie reklama. W głowach ludzi nie zakoduje się, że to jest oszustwo, tylko zakoduje się, że było czterech wariatów z Opola, którzy nie wygrali, ale kupili 1000 sztuk produktu. Kupić 1000 sztuk to znaczy zrobić coś niesamowitego i właśnie to zostaje w głowie. Z takiego psychologicznego punktu widzenia nawet nieudane eksperymenty stają się reklamą pozytywną. Nikt prawdopodobnie nie zapamięta eksperymentu Biedronki, kiedy na podstawie tylko 1 zgłoszenia wygraliśmy voucher o wartości 6 tysięcy złotych. Żeby ludzie coś zapamiętali po prostu musi być efekt "wow"!

Czyli organizatorzy akcji raczej nie utrudniają Wam działań?

Nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Powiem nawet więcej – zdarzają się sytuacje, kiedy nas promują. Przykład Radia Zet jest bardzo fajny. Wysłaliśmy 1000 SMS-ów i nie udało nam się nic wygrać. Mimo tego, kiedy konsultowaliśmy warunki konkursu, a konkretniej wymóg opłaconego abonamentu radiowo-telewizyjnego w przypadku wygranej, co jak się okazuje, nie jest żadnym wymogiem, to Radio Zet bardzo chętnie z nami współpracowało. Ponadto na swojej stronie azorek.pl sami z siebie śmiali się, że nie udało nam się wygrać i życzą nam powodzenia, więc to było bardzo miłe. W dzisiejszych czasach nie ma miejsca na przeszkadzanie. Żyjemy w czasach, w których wszystko jest transparentne, a ludzie kontrolowani są ze wszystkich stron, jeśli chodzi o sprawy prawne. Jedyny żal, jaki mam do organizatorów to niepublikowanie wygranych prac w przypadku niektórych konkursów kreatywnych, jednak rozumiem też punkt widzenia marki – takie właśnie są konsekwencje zbyt dużej popularności konkursów.


Nie jesteście jednak zależni od organizatorów, bo jak się okazuje macie bardzo hojnych widzów, którzy w pewien sposób współtworzą Wasz kanał. Czy to nie oni są jedyną słuszną drogą finansowania? Jeśli pieniądze na testy pochodziłyby od sponsorów, to łatwo można by Wam zarzucać brak autentyczności, zwłaszcza jeśli test wyszedłby bardzo pozytywnie.

Naszymi sponsorami i reklamodawcami nigdy nie byli sponsorzy reprezentujący jakiś konkurs lub loterię. Oczywiście były takie propozycje, ale odmawiamy, ponieważ to nie jest żaden test loterii, gdy sponsorem jest firma organizująca tę loterię. Musimy być autentyczni. Ja tutaj widzę jeszcze inne ryzyko dla autentyczności. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy już tak rozpoznawalni, że każdy organizator loterii i konkursów widzi email z losem [email protected] i sam zdecyduje, że dla promocji swojej marki da nam wygrać. Ale jak to udowodnić?

Podsumowując temat organizatorów i reklamodawców, to wbrew temu, co myślałem, to sytuacja nie jest taka zła.

Wzrastają CPMY (koszt tysiąca wyświetleń reklamy przyp. Red.), wzrasta jakość naszych filmów dzięki chłopakom z Dark Records i faktycznie zgłasza się do nas teraz sporo reklamodawców. Sporo propozycji odrzucamy, ponieważ wiele ofert reklamowych działa ze szkodą dla ludzi, a my czegoś takiego nie chcemy promować. Więcej produktów to dla nas skuteczniejszy CSR, ponieważ wtedy w większym stopniu pomagamy potrzebującym. CSR to społeczna odpowiedzialność biznesu, a polega to na tym, że jeśli robimy test 1000 produktów, to często trzeba je otworzyć, dlatego wtedy rozdajemy te produkty osobom potrzebującym, bezdomnym czy dzieciom z domów dziecka. Większość YouTuberów nie ma pojęcia, co to jest CSR i nie może sobie na coś takiego pozwolić. Pojawiają się także poważne marki i poważne pieniądze, ale to dalej ma być pasja. Pieniądze mogą wszystko zepsuć. Chcemy działać rozsądnie.

Natomiast sama sytuacja z loteriami w Polsce wygląda po prostu słabo, czy może to jednak jest normalne, że rzadko się wygrywa?

Osobiście znam dwóch lotto milionerów i dwie osoby, które trafiły po kilkadziesiąt tysięcy złotych w zdrapkach. Te osoby istnieją, jednak mądrzy ludzie ukrywają się z takimi informacjami. Żyjemy w czasach, w których nad loteriami czuwa Urząd Celny. Nie ma możliwości, żeby duży brand oszukiwał ludzi. Zatem loterie w Polsce mają się dobrze i ludzie wygrywają. Negujemy tylko te konkursy, które nie ujawniają wyników kreatywnych prac konkursowych, tak jest np. z Lays. Ta marka nie publikuje prac, które mogą być negowane przez przegranych ze względu na różne gusta. Cenimy transparentność wszelkich loterii i konkursów. Tej transparentności niestety nie mają w stu procentach Lotto i Lays,

A orientujecie się czy w innych krajach loterie stoją na innym poziomie albo czymś się różnią?

Nie orientujemy się, ale chcemy to sprawdzić. Z tego względu planujemy w przyszłym roku podróż z kamerą do Stanów Zjednoczonych, gdzie sprawdzimy tamtejsze loterie i konkursy. Jednak aby to zrobić, potrzebni są reklamodawcy. Może dzięki temu wywiadowi ktoś zwróci na nas uwagę i zdecyduje się wesprzeć naszą podróż?

Oby! Jak już ustaliliśmy, zdrapki i loterie to nie są wasze jedyne próby zgarnięcia miliona, szukacie również pomysłu na biznes. Co, jeśli w końcu odkryjecie pomysł na dobry interes i staniecie przed poważnym dylematem – podzielić się odkryciem, czy się nie podzielić z widzami?

Koncepcja naszego kanału polega na tym, że testujemy pomysły na biznes jeszcze przed osiągnięciem finansowego sukcesu tego biznesu, dlatego zdradzamy ten pomysł już na starcie. To oczywiście jest problem, ale cytując motto pewnej znanej marki telewizorów „Najlepszy tworzy pierwszy”. To może nie jest żadne pocieszenie, bo sam kiedyś potwierdziłem, jak łatwo można zdradzić komuś ciekawy pomysł i zrobić sobie konkurencję. Kiedyś w programie „Dragons Den Jak Zostać Milionerem” szukałem wsparcia na pomysł „ksero za zero”. Pomysł polegał na tym, że jedna strona kartki A4 zawierała reklamy, dzięki którym student mógł kserować na drugiej stronie za darmo. Korzyści mieli wszyscy – punkty ksero, studenci, reklamodawcy i pomysłodawca. W programie wraz z Markiem Prockiem wiedzieliśmy, że albo zdobędziemy pieniądze, albo zyskamy świetną reklamę. Okazało się, że po programie powstało ponad 20 konkurencyjnych firm, bo nie było barier wejścia, reklama wyszła super, ale ostatecznie inwestora znaleźliśmy po programie. To pokazuje, że podobnie może być na YouTubie. Na razie zdradziliśmy świetny pomysł na kanał i już mamy sporo naśladowców. To nas najbardziej boli… brak kreatywności u innych osób.

Kiedy ktoś podrabia czyjś pomysł w celu zarobienia, to można w pewnym sensie porównać go do popularnego ostatnio "Janusza Biznesu". Myślicie, że to tylko takie prześmiewcze powiedzenie, które jest bardzo pojemne i można go często używać, czy Polacy rzeczywiście często kombinują jak koń pod górę, kiedy chcą zarobić?

Polacy to prawdopodobnie najbardziej przedsiębiorczy naród w Europie. To poprzedni system ukształtował nas w kombinowaniu i nieufności do innych osób. Janusz Biznesu to też osoba, która ponosi ciągłe porażki, a pomysły na biznes mogą zaskakiwać bardziej niż śmieszne filmiki na YouTubie z Rosji. Najwięksi przedsiębiorcy na świecie odnosili wiele porażek, zanim odnieśli sukces. Żaden inwestor nie zainwestuje w Dolinie Krzemowej w człowieka, który nie odniósł w swoim życiu chociaż jednej porażki, ponieważ brak mu doświadczenia życiowego i odporności przed ewentualną porażką. My często krytykujemy siebie nawzajem, ale kombinowanie to nic złego. Gorsza jest kradzież, a mało jest żartów o złodziejach.


W sumie to, co robiliście na początku Waszego kanału to trochę taki "januszowy biznes" – zbieranie złomu czy sprzedawanie ciuchów z lumpeksu nie jest niczym odkrywczym. Dzisiaj natomiast stosujecie bardziej wyrafinowane metody jak na przykład inwestycja w Bitcoiny. Uczyliście się biznesu na oczach widzów?

Nasz kanał przeszedł transformację od zbierania złomu po inwestycje w BitCoiny. Niedługo jednak znowu wyjdziemy „na ulicę” w poszukiwaniu genialnego pomysłu na biznes. Film ze zbieraniem złomu i ilość wyświetleń pod nim świadczą o tym, że ludzie nie oczekują od nas tylko profesjonalnego podejścia do biznesu, ale chcą także rozrywki, którą pragniemy dostarczać. Im poważniejszy biznes i podejście do tematu, tym mniejsza widownia. Ludzie pragną igrzysk, pragną show, a my też chcemy dobrze się bawić w drodze do upragnionego miliona.

A czy każdy Janusz Biznesu może stać się rekinem?

Tylko jeśli będzie miał jasno określony cel, wiarę, że go osiągnie oraz pancerz ochronny na wstyd i strach, który go spotka z każdą porażką po drodze do celu.

Mówicie, że poprzez swoją działalność uczycie Polaków rozsądku. Czego jeszcze chcielibyście ich nauczyć?

Tylko wyciągania wniosków z obrazów, które im dostarczamy. Nie zawsze możemy być sędziami czy katami w naszych testach, ale łatwo wyczuć z naszych oczu nasze zdanie na dany problem, czy testowany konkurs lub loterię.

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki pisaniu realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.