Ator dla APYnews:

Ator dla APYnews: "YouTube zachorował na tę samą chorobę, która wykończyła media głównego nurtu" [WYWIAD]

Krzysztof Woźniak, szerzej znany jako Ator z kanału Wideoprezentacje, przyzwyczaił wszystkich do tego, że podczas swoich filmów bardzo dużo mówi. Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka, dlatego w przypadku wywiadu dla APYnews nie mogło być inaczej. Rozmowę z Atorem podzieliliśmy na dwie części ze względu na masę informacji, których dostarczył nam nasz rozmówca. W pierwszej części wywiadu Ator mówi o tym, na co choruje YouTube i Facebook i tłumaczy, kto stoi za niesprawiedliwością panującą na YouTubie. Ator w wywiadzie dla APYnews rzuca dużo światła na to, co dzieje się na YouTubie, dlatego jest to obowiązkowa lektura dla każdego, kto interesuje się czerwoną platformą.




Grzegorz Majchrzak: Wyjaśnisz naszym czytelnikom w skrócie, czym właściwie jest i na czym polega pluralizm?

Pluralizm polega na tym, że dopuszcza się treści bez przepuszczania ich przez filtr światopoglądowy. To oznacza, że dopuszcza się również treści, które się nie zgadzają z naszym światopoglądem. Oczywiście to wszystko z zachowaniem pewnych zasad, czyli: nie wypuszcza się treści kłamliwych albo treści łamiących prawo czy też treści, które kogokolwiek obrażają. Ze względu na pluralizm nie wolno nie dopuścić opinii, tylko dlatego, że jest inna niż nasza. Nie wolno też nie dopuścić informacji, tylko dlatego, że psuje naszą wizję świata. Moim zdaniem na tym poległy dzisiejsze media. Jak obejrzysz sobie dwie telewizje, które teraz bardzo mocno się antagonizują (obie mają TV w nazwie), to zobaczysz zupełnie inne wizje świata. Zaczęło się od tego, że każda z nich przedstawiała te same fakty, tylko zupełnie inaczej je komentowała. Moim zdaniem teraz obie świadomie pomijają część wydarzeń tylko dlatego, że mają jakąś tezę odnośnie do tego, jak świat wygląda i nie omawiają wydarzeń, które pod tę tezę im nie pasują. To jest złamanie podstawowych zasad pluralizmu. Ja mam jakieś swoje poglądy, prawda? Bardziej prawicowe, niż lewicowe, natomiast nie mam problemu z tym, żeby na moim portalu była treść, która wyraża światopogląd lewicowy, pod warunkiem zachowania podstawowych zasad. Ja się z tym nie będę zgadzał, ale nie mam z tym problemu, żeby to się tam znajdowało, bo chcę, żeby to miało formę dyskusji. Kiedy nie ma pluralizmu, to mówi się tylko o jednej stronie i wszyscy zaczynają się bunkrować na swoich pozycjach, nie rozmawiają ze sobą. Na jednej stacji telewizyjnej jest taka wizja świata, na innej stacji telewizyjnej jest inna wizja świata – nie ma konfrontacji i nie można zdać sobie sprawy z tego, że ten świat nie jest ani prawicowy, ani lewicowy. Ten świat jest taki, jaki jest.

Powiedziałeś nam, jak to wygląda w telewizji. Powiedz w takim razie teraz, czy i jak bardzo brakuje tego pluralizmu na YouTubie?

Oj bardzo brakuje pluralizmu na YouTubie. Jest on tłamszony przez samego YouTube'a. Napisałem to kiedyś w jakimś komentarzu, gdy pojawiły się nowe informacje, o tym, że YouTube będzie wprowadzał nowy system, który ma wyłapywać i wyrzucać treści, które są według nich nieodpowiednie. Według YouTube'a nieodpowiednie są treści niepoprawne politycznie. Oni oczywiście ubierają to w bardzo ładne słówka, że na przykład nie wolno propagować nienawiści czy ekstremizmu religijnego. W praktyce jednak to wygląda tak, że jeżeli wypowiadasz się negatywnie o pewnej religii – to jest ok. Jeżeli natomiast wypowiadasz się negatywnie o innej religii to: co najmniej przycinają ci zasięgi, wyłączają ci monetyzację, a w ostateczności mogą ci zdjąć cały film. Jeśli w przeciągu połowy roku zdejmą ci trzy filmy, to usuną ci kanał. To powoduje, że YouTuber, nawet jak jest najbardziej odważny, to bardzo mocno się hamuje. Przecież nikt nie chce stracić kanału, bo wtedy nie będzie mógł mówić wcale. To się nazywa autocenzura. Nikt nie musi siedzieć i kreślić Twoich wypowiedzi, bo ty sam nie powiesz, tego, co czujesz, bo nie chcesz stracić kanału. To jest skrajny brak pluralizmu – czyli niepozwalanie na publikowanie jakichkolwiek treści niepasujących do światopoglądu. Po prostu ktoś zdecydował, że tej religii nie wolno krytykować. Za to inną można. I tak jest z wieloma aspektami. Powiesz, że kierowca ciężarówki był biały – OK. Powiesz, że był czarny – RASIZM i SANKCJE. Tylko że YouTube ubiera to w bardzo piękne słówka i slogany o tolerancji, o równości i o tym, że nie możemy tolerować rzeczy, które są niefajne. Tyle tylko, że zamiast nie tolerować rzeczy, które są naprawdę niefajne, to właśnie nie toleruje treści ogólnie zwanych poprawnością polityczną. Zauważ, że na YouTubie bez problemu znajdziesz materiały propagandowe Państwa Islamskiego, bez problemu znajdziesz materiały ziejące nienawiścią, bez problemu znajdziesz materiały, które zaprowadziły ich twórców przed sądy karne – te materiały są monetyzowane. Czy te materiały w ogóle są odpowiednie dla YouTube'a? Oczywiście nie wszystkie. Nie jestem pewny, czy materiały propagandowe ISIS są monetyzowane. Kiedyś na pewno były. Z drugiej strony materiał, w którym wyrazisz swoje oburzenie w związku z tym, że ktoś zrobił sztukę teatralną, w której pokazywane są obsceniczne morderstwa i religia jest obrażana, a ty powiesz, że ci się to nie podoba – to co najmniej masz zdjętą monetyzację, bo w tym momencie ziejesz nienawiścią, bo mówisz, że ci się to nie podoba. A filmy, na których ktoś będzie mówił, że wulgarny akt seksualny na scenie jest sztuką, są już całkowicie w porządku. To jest brak pluralizmu, skrajny! W ten sposób de facto pozwala się wypowiedzieć tylko jedenej stronie. Widz może pomyśleć, że inny punkt widzenia nie istnieje, bo nie ma do niego dostępu.


Ale życie przecież nie jest ani czarne, ani białe – a chyba YouTube właśnie to nam sugeruje.


YouTube i Facebook, jako korporacje, zachorowały na tę samą chorobę, która wykończyła media, głównego nurtu. Ta choroba to "linia polityczna". Jeśli w pewnej telewizji są tylko materiały prorządowe, a w innej antyrządowe, to wynika to z tego, że telewizja ma daną linię polityczną, tylko skrajnie różną. Najpierw Facebook, a ostatnio również YouTube zaczął mieć linię polityczną, która pewne religie czy postawy uznaje za złe, a niektóre za dobre. YouTube nie chce pewnych treści, tylko pozbywa się ich trochę mądrzej od Facebooka. Facebook jednego dnia kasuje ponad 300 niepoprawnych politycznie fanpejdży i ponieważ robi to naraz – pojawia się szum i oburzenie i trzeba to potem wszystko przywrócić. YouTube robi to po cichutku, on zmniejsza zasięgi. Mówi się, że widz wszędzie za Tobą pójdzie – nieprawda! Jeżeli wypadniesz z algorytmu i twoje filmy przestaną być polecane z prawej strony, to zasięgi ci spadną, i to bardzo! Masz ileś tysięcy subskrybentów, ale większości nie chce się zaglądać do zakładki "wideo" i sprawdzać sobie, co można obejrzeć. To nie jest przytyk w stronę tych widzów, po prostu tak działa świat. Między tym, że lubisz kogoś i ktoś ci zaproponuje jego film do obejrzenia, a tym, że lubisz kogoś na tyle, żeby codziennie sprawdzać, czy czegoś nowego nie dodał, jest gigantyczna różnica. Właśnie dlatego spadają zasięgi. W momencie, kiedy spadają zasięgi, to już jesteś ucinany. Nie bardzo możesz się nawet poskarżyć, bo inni powiedzą ci, że zasięgi wcale nie spadają, bo wypadłeś z algorytmu, tylko dlatego, że zrobiłeś się beznadziejny. Jakiś rok temu PewDiePie bardzo skarżył się na to, że YouTube przycina mu zasięgi. Miał on wtedy jakieś 50 milionów subskrybentów, a na każdym filmie około 1 lub 2 miliony wyświetleń. Przy tylu subskrypcjach to jest raczej słaby wynik, prawda? Z 20 milionów wyświetleń spadek na 2 miliony bardzo go zabolał, o czym wypowiedział się w filmie. PewDiePie mówił, że YouTube go gnoi i przedstawiał swoje argumenty. W odpowiedzi pewien topowy polski YouTuber opublikował wywód, że PewDiePie to debil, który po prostu kręci słabe filmy, a teraz znajduje winnych wszędzie, tylko nie w sobie. Dwa tygodnie później ten YouTuber wyleciał z algorytmu. Wtedy sam zaczął się skarżyć, że YouTube ucina mu zasięgi. Później z algorytmu powylatywali inni znani YouTuberzy, bo każdy co jakiś czas wypada z algorytmu – żeby nie było. Problem jest taki, że czasem z tego algorytmu wylatujesz nie wiadomo dlaczego, a ostatnio z algorytmu wylecieli prawie wszyscy ludzie, którzy mówią niepoprawnie polityczne rzeczy.


Mówienie, że to YouTube skraca zasięgi, jest pewnym uproszczeniem. Kto tak realnie za tym wszystkim stoi?


Z jednej strony jest to decyzja korporacyjna, że tak po prostu ma być. To wynika z ogólnoświatowego trendu, że mają być treści poprawne politycznie i że pewne treści są promowane, niektóre zachowania są dobre, a niektóre już nie. Kiedy muzułmanin wjedzie w kogoś ciężarówką, to się w ogóle nie podaje religii. Natomiast w momencie, w którym przywódca grupy, która zgwałciła Polkę na plaży, na oczach jej pobitego męża, okazał się protestantem albo ewangelikiem (już nie pamiętam), to tę informację podały wszystkie media. W jednej sytuacji religia nie ma znaczenia, a już w innej nagle zaczyna mieć znaczenie i stacje głównego nurtu "trąbią" o tym, że ktoś jest chrześcijaninem. Co ciekawe, te same stacje, które nagłaśniają jego rzekome (aktu chrztu nie pokazał) chrześcijaństwo zwykle zatajają fakt, że miał status uchodźcy, mimo tego, że pochodził z bezpiecznego kraju. Kiedy heteroseksualny facet z gołym tyłkiem wyjdzie na ulicę, to zostanie natychmiast zatrzymany i będzie odpowiadał za obnażanie się w miejscu publicznym. Natomiast kiedy grupa homoseksualistów w wulgarnych strojach wyjdzie na ulicę, to jest to nazywane paradą równości. Totalna dwoistość standardów. Unia Europejska wymusza te dwoiste standardy – na Facebooku i YouTubie. Ja nie mówię, że w YouTubie ktoś stwierdził "To teraz będziemy usuwać znaczną część swojego serwisu i niepoprawnych politycznie twórców, na czym będziemy tracić pieniądze, bo pójdą sobie gdzieś indziej". Ja nie wiem, czy tak było – może tak, może nie. Ale nie sądzę. Natomiast na pewno są na nich naciski ze strony Unii Europejskiej. Zdaje się, że Google (właściciel YouTube) nie tak dawno temu dostał sporą karę od Unii Europejskiej. Problemy, które są z monetyzacją, wzięły się ze zmowy globalnych korporacji, które zaczęły bojkotować reklamy YouTube'a, bo stwierdziły, że tam są niefajne treści. Zaczęło się to od fake newsa pochodzącego podobno od światowego Times'a. Tu chodzi o pieniądze – one są niepopularne. Jak YouTuber wyjdzie i będzie krzyczał, że zabierają mu pieniądze, to nikt go nie poprze, bo chodzi tylko o te pieniądze. Natomiast wcale nie jest powiedziane, że w tym wszystkim nie chodzi o zasięgi. Żeby nie było wątpliwości – ja sam nie popieram, żeby na YouTubie były "rakowe" treści. Ja bym bardzo nie chciał, żeby tam były takie treści. Problem w tym, że takie treści są i mają się dobrze! Moim zdaniem usuwane są treści wartościowe, tylko niepoprawne politycznie, niezgodne z linią polityczną, która w tej chwili pojawia się na YouTubie. Bez problemów można znaleźć na YouTubie filmy propagandowe w jedną stronę, natomiast, jeżeli nagrasz film, że te filmy propagandowe ci się nie podobają, to już szerzysz nienawiść. To jest całe clou tej sprawy – oni co innego mówią i co innego robią.



Przedstawiasz nam bardzo katastroficzną wizję i kondycję YouTube'a. Ale chyba musi być dla niego jakaś deska ratunku?


To jest tak jak z deską ratunku dla Europy i dla świata – opamiętanie się. Tylko i wyłącznie to nam pomoże. Żeby nie było wątpliwości – to jest katastroficzna wizja tylko i wyłącznie z punktu widzenia ludzi takich jak ja. Jeżeli kręcisz filmy, na których zakładasz sobie prezerwatywę na głowę – nie ma problemu, to nie jest w żadne sposób karcone. YouTube będzie to promował. Staniesz się mega popularny. Zarobisz duże pieniądze. Jeżeli kręcisz film, w którym zaciągasz kolegę do pokoju i sugerujesz, że go tam zgwałcisz – nie ma problemu, to wszystko jest monetyzowane. Problem pojawia się wtedy, gdy mówisz o kwestiach niepoprawnych politycznie, więc to jest problem dla pewnego wycinka YouTube'a, W Polsce dość niedużego. Pierwszym "gnojonym" YouTuberem był Grzechu40. To był (i jest, bo wrócił!) mały YouTuber – skasowali mu cały kanał, za jeden film, w którym powiedział, że nie podoba mu się kryzys uchodźczy. Bardzo dosadnie, aczkolwiek grzecznie wyraził swoją opinię, a jednak usunęli mu cały kanał. To się bardzo wiąże z sytuacją polityczną na świecie – jest przyzwolenie na pewne rzeczy, natomiast nie ma przyzwolenia na mówienie, że te rzeczy istnieją. Jak powiesz, że pewne rzeczy istnieją, to jesteś rasistą, ksenofobem, a być może nawet nazistą. To jest zakłamywanie rzeczywistości. Mam taki przykład: Niemcy na arenie międzynarodowej szkalują Polaków. Wmawiają całemu światu poprzez swoją politykę historyczną, że Polska była winna II Wojnie Światowej, a Obozy Koncentracyjne, w których mordowano ludzi na skalę przemysłową, były polskie. To jest ogólnie akceptowane. Takie bzdury potem powtarza Barack Obama i słyszą to miliony Amerykanów. To nie jest tak, że to powiedział jakiś debil, którego nikt nie słucha. To powiedział ignorant historyczny, który jest prezydentem USA. To jest powtarzane coraz częściej i częściej...


Aż w końcu ludzie uwierzą...


Coraz więcej ludzi wierzy w to, że Polskę napadli jacyś magiczni naziści, którzy później się zdezintegrowali. To tak jak w Grze o Tron – przyszedł niebieski mag Hitler, namieszał Niemcom w głowach, byli wtedy nazistami, a teraz czar nazizmu został z nich zdjęty i nie wolno ich za to karać. Polacy natomiast to gnoje byli... Taka jest coraz częściej narracja historii.


Druga część wywiadu już w przyszłą sobotę!


avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki pisaniu realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.