Ajgor Ignacy dla APYnews:

Ajgor Ignacy dla APYnews: "Z internetu będą wychodzić nowi reżyserzy i twórcy"

Jeśli YouTube miałby swojego męczennika, to prawdopodobnie byłby nim Ajgor Ignacy, choć sam pewnie by się tak nie nazwał. Ale jak nazwać kogoś, kto idzie pod prąd obowiązującym trendom, ostatnio filmy wypuszcza tylko trochę częściej niż Gargamel, a gdyby w końcu zabrakło mu cierpliwości, to pierwszy milion subskrypcji musiałby sobie ukraść? Wszystko wskazuje jednak na to, że ambitna postawa młodego YouTubera w końcu się opłaci i w przyszłości jego produkcje będą oglądane na wielkim, srebrnym ekranie, a nie tym smartfonowym.


Grzegorz Majchrzak: Gra w Tobie dusza rockmena, więc zapytam Cię, czy znasz może taki amerykański zespół Rise Against?

No pewnie, ale nie pytaj mnie o imiona członków zespołu, bo nie jestem aż taką Wikipedią.

Jasne, to tylko luźne nawiązanie, bo mają taki kawałek zatytułowany "I Don't Want To Be Here Anymore" i mam wrażenie, że tak trochę też jest z Tobą i YouTubem. Zgodzisz się z tym?

Czy to jest tak, że ja nie chcę już więcej tam być? Nie do końca, powiedziałbym, że i tak i nie. Dlaczego tak? Wyobrażałem sobie, że YouTube pójdzie w troszeczkę inną stronę – mówię o mainstreamie. Ci, którzy są najbardziej widoczni, przynoszą trochę wstydu tej branży. Natomiast nie, dlatego że dalej mam swój content i swoje pomysły na to, jak wykorzystać tę platformę, żeby czuć się dobrze. Przede wszystkim też jest ten zajebisty mechanizm, dzięki któremu mogę dotrzeć do potężnej ilości osób i coś im przekazać. To nie jest tak, że ja się do YouTube'a już nie przyznaję, tylko po prostu mówię głośno, że coś mi się tam nie podoba. Mówię to nie po to, żeby się nagle odwrócić do niego tyłem, tylko bardziej uświadomić całą resztę i wyjść trochę przed szereg. W końcu trzeba to głośno powiedzieć i wywalić takie gangreny jak Kruszwil czy inni pato-streamerzy.

Brawo, godne podziwu zachowanie jak na 22-latka. Zadałem to pytanie również dlatego, że mam wrażenie, że Ty i Twoje produkcje wyrosły z YouTube'a. One trochę tam nie pasują...

Trochę tak. Nie ma innego miejsca do publikacji.

Pomyślałem więc sobie z kolei, że przecież jest YouTube Premium z filmami z serii Originals. Tylko szkoda, że to w Polsce za bardzo nie działa.

No nie funkcjonuje, bo nikt nie ma tutaj niestety wolnej dychy czy dwóch, żeby obejrzeć sobie jeden film. Może kiedyś nastaną takie złote czasy. Ale do czego zmierzasz z tym pytaniem?

Chodzi o to, że ja po prostu mam problem z Twoją twórczością. Ona jest zajebista, ale mam wrażenie, że marnujesz się na tym YouTube i przydałaby się jakaś półka wyżej dla tego, co robisz.

Spokojnie synu, wszystko jest zaplanowane! To jest złożony proces, który ja sobie założyłem z wieloletnim wyprzedzeniem. Teraz nie mam żadnego innego miejsca czy ujścia. Jestem pośrodku tej bardzo profesjonalnej drogi, o której marzę i którą gonię. Jednocześnie jeszcze jestem jedną nogą na YouTube. Póki ta platforma daje mi możliwości finansowe i ktoś chce to oglądać, to mnie to nie boli, że takiej jakości materiały na nią trafiają i nic mi finansowo nie przynoszą. Trzeba pamiętać, że za kanałem idą też współprace, które ja cały czas mam.

Ja podchodzę do tego cały czas w ten sposób, że to jest mój poligon doświadczalny, więc nikt mi nie zarzuci, że coś tam jest źle pokolorowane czy udźwiękowione. W większości polski rynek YouTube'a to amatorska forma tworzenia wideo. Ja trochę wychodzę temu naprzeciw. Tak jak mówiłeś, nie ma innego miejsca, gdzie mógłbym publikować, więc ja sobie na razie ćwiczę tam, bo nikt się do mnie nie przyczepi i po prostu w pewnym momencie chcę się przerzucić na tę półkę wyżej.



To jaki jest dalszy plan? Ajgor Ignacy na dużym ekranie to już raczej nie jest kwestia "czy", ale "kiedy".

Plan jest taki, że zrobię jeszcze jeden, dwa, trzy lub cztery krótkie metraże i kiedy poczuję już twardy grunt pod nogami, to moją następną decyzją jest pójście do inwestorów, których mam na celowniku i poproszenie ich o finansowanie mnie na pełny metraż. Chcę ten plan zrealizować już za 2-3 lata, ale oczywiście wszystko w swoim czasie, trzeba zebrać swoje doświadczenia.

YouTube jest zajebistym poletkiem dla młodych reżyserów. Jeśli ma się dofinansowanie ze strony współprac czy widzów, to można tam naprawdę dużo eksperymentów podejmować, na które żadne szkoły filmowe ci nie pozwolą, bo jesteś od nich uzależniony finansowo lub trzeba trzymać się zasad, których wymagają nauczyciele. Ja tutaj mam pełną swobodę – mogę się pomylić, spróbować czegoś nietypowego, przez co wyjdzie coś nowego. Dlatego nie boli mnie to, że to tak odstaje jakościowo od reszty. Wręcz przeciwnie, ja się jaram, że inni to zauważają. To też może mi bardzo zaplusować w przyszłości. Jeśli uda mi się dostać na duży ekran, to wierzę, że widzowie, którzy pokonali tę drogę razem ze mną, będą bardziej solidarni przy kinowych premierach. To jest dobry start dla mnie, toruję sobie w ten sposób pewniejszą przyszłość reżyserską.

Czyli wychowujesz sobie widza pod to, co będziesz tworzył w przyszłości. Wiąże się z tym moje pytanie odnośnie do tego, co pisałeś na Patronite. Mianowicie, że chcesz doprowadzić do tego, że "w Polsce wytworzy się nowy nurt filmowy". Myślisz, że rzeczywiście jest szansa na to, żeby stworzyć w polskim kinie, nie chciałbym powiedzieć, że YouTube'owy nurt filmowy, ale jakiś nurt dla pokolenia 20 latków, współczesnej młodzieży?

Nie uważam, że powstanie jakiś nowy gatunek filmów, bo gdybym to wiedział, to po prostu bym się za niego wziął. Ale na pewno te możliwości, które teraz daje YouTube i internet spowodują, że z internetu w przyszłości będą wychodzić nowi reżyserzy i twórcy, a to pociągnie za sobą tę internetową stylistykę i wierzę, że to będzie zauważalne w przyszłych produkcjach filmowych. Mam nadzieję, że to napompuje ten rynek młodych, ambitnych reżyserów do tego stopnia, że młodzi ludzie będą chcieli zabierać się za ten zawód i zaczynać na YouTube lub innych platformach internetowych, żeby później wejść na wyższy poziom. To jest wszystko ruchome i nie do przewidzenia, ale wierzę, że internet w dzisiejszych czasach urodzi nam młodych reżyserów. Możemy popatrzeć chociażby na Martina Stankiewicza, który potrafi już robić formaty, które są bardzo blisko profesjonalnego kina, a jest on samoukiem. Wierzę, że z biegiem lat będzie dochodziło więcej takich niezależnych gagatków, którzy przez to, że nie są sformatowani przez żadną szkołę i są niezależni, to dzięki YouTube'owi, będą mogli szukać swojej stylistyki, co zaowocuje bardzo oryginalnymi twórcami i reżyserami. Nie jestem pewny, że tak będzie, ale tak coś czuję, że w tę stronę może to pójść i chciałbym być tym, który to zapoczątkuje i pokaże, że bez szkoły filmowej można przejść tę drogę i nazbierać doświadczenia, dzięki tej niezależności, którą daje YouTube. Jeśli wylądujemy kiedyś na dużym ekranie, to będę tego dowodem i zapraszam wszystkich innych do tego, żeby też przeszli przez tę drogę.



Sam zaczynałeś jako YouTuber i twierdzisz, że wielu innych YouTuberów może stać się w przyszłości pełnoprawnymi reżyserami. Chciałbym więc zapytać Cię o to, kiedy w Tobie nadszedł taki moment, albo czy w ogóle taki się pojawił, w którym stwierdziłeś, że lepiej czujesz się po drugiej stronie kamery.

To było w momencie, kiedy kumpel, Antek Sałaj, uświadomił mi, że nie mogę grać wszystkich ról, bo się to robi żałosne w pewnym momencie. Jest on świeżo upieczonym profesjonalnym aktorem po AST w Krakowie i powiedział mi "Stary, Ty możesz sobie zagrać jakieś epizodyczne role, ale jak będziesz próbował grać wszystkich, to zrobi się to rzadkie". Wtedy popatrzyłem na to w ten sposób, że rzeczywiście z tego robi się taki kabareton, od którego zawsze chciałem odbiegać. Ja umiem coś się powygłupiać przed kamerą, ale nie potrafię grać jak prawdziwy aktor, więc skoro nie mam doświadczenia, to dlaczego mam wcielać się we wszystkie postacie, jakbym był największym mistrzem aktorstwa? Dlatego odpuściłem sobie. To wszystko wyszło z tej jednej dyskusji. Druga rzecz jest taka, że gdy skupiam się bardzo, żeby grać jakąś postać, to nie ma kto kontrolować tego, co się dzieje za kamerą, nie ma tej osoby, która trzyma wszystko w ryzach. Mnie to bardzo rozpraszało i wkurzało, dlatego doszedłem do wniosku, że to będzie bardziej sensowne, skupić się na tej reżyserii, o której zawsze marzyłem, co w efekcie zaowocuje lepszą jakością. Mam większą kontrolę nad projektem, kiedy nie zawracam sobie dupy udawaniem aktora, którym nie jestem. Nie chciałem robić kabaretonu i chciałem się skupić na reżyserii, do której mnie najbardziej ciągnęło.

Rozumiem, jednak przed kamerą wciąż występujesz. Na przykład w serii "Cała prawda o..."

To wiadomo – wtedy jestem prowadzącym, ale to jest inny format. Rzeczy fabularne organizuje się trudniej, a w "Całej prawdzie o..." jestem prezenterem, ale też bardziej sobą, jest tam więcej mnie i do tego nie potrzebuję żadnego reżysera. Wystarczy, że mi powiedzą, że to się nagrywa i ja sobie sam wszystko prowadzę, sam jestem reżyserem i na bieżąco stoję przed kamerą. To jest inna forma treści wideo i inaczej się ją kontroluje. Jeśli chodzi o rzeczy fabularne, to poza mną przed kamerą jest cała masa różnych postaci, z którymi trzeba pogadać przed zdjęciami, ustalić wszystko z realizacją i patrzeć, jak to wygląda w obrazku. To jest inna bajka i dlatego bym tego nie był w stanie ogarniać i rejestrować.

Czyli bardziej kręci Cię kreacja.

Tak, kreacja całego projektu, a nie chcę się pchać przed obiektyw. Szczerze mówiąc, im mniej jest mnie przed nim, to tym większy mam spokój. Ja się zmieniam, z roku na rok mój wygląd się zmienia i coraz mniej osób mnie rozpoznaje, co mi bardzo odpowiada, bo mam więcej prywatności.

To o czym mówisz, było trochę widać w najnowszym odcinku Małego Szarego Człowieka. Moim zdaniem było czuć jakąś taką lekką niechęć do występowania i wygłupiania się przed kamerą. Ponownie – wyrosłeś z tego.

Tak, trochę powyrastałem. Nie miałem problemu z tym, bo Mały Szary Człowiek był fajnym powrotem dla mnie i mimo wszystko swobodnie się czułem podczas nagrywania. Nie miałem z tym problemu i nie zmuszałem się do tego. Chociaż jak robiłem jakieś głupotki, to czułem lekkie zażenowanie, że to nie jest już mój wiek. Chociaż mam dopiero 22 lata, to jednak już czułem, że to nie jest już ten etap. On został zamknięty i trzeba iść do przodu.



No właśnie, skoro mowa o przyszłości. Z tego co wiem, to lecisz do Stanów Zjednoczonych, więc chciałbym Cię poprosić o to, żebyś zdradził nam, co będziesz tam robić. Czy są to jakieś plany filmowe?

Nie mogę powiedzieć nic konkretnego, bo to nie jest na mój kanał. To jest zlecenie, które cały czas jest procesowane i jeśli się to uda, to wyjadę do Stanów wykonywać pracę stricte producencko-reżyserską. To jest dla mnie spełnienie marzeń, że już mogę pracować w tym zawodzie, nie mając wykształcenia, jeśli chodzi o szkołę, a już mnie zapraszają do takich projektów. Przykładowo Anja Rubik mnie zaprosiła do tego, żeby zrobić dla niej trzy spoty reklamowe do jej akcji #sexedPL. Ostatnio miałem udział w teledysku dla pewnych muzyków, ale też niestety nie mogę więcej na temat tego powiedzieć. W Stanach, jeśli się uda i będzie czas, to zrobię jakiś materiał do siebie na kanał, bo głupio byłoby nie wykorzystać tej przestrzeni.

To najlepszy dowód na to, że bardzo dużo działasz poza YouTubem – dostajesz różne zlecenia czy wynajmujesz Studio Prodigy. Czy uważasz w takim razie, że jeśli ktoś swoją pracę i karierę opiera tylko na YouTtube, to czy nie marnuje swoich możliwości i potencjału?

Oczywiście, że tak. Zależy, czego chcesz od życia. Jak chcesz mieć spokój i zapewnioną sytuację, to nie ma co się rzucać na to, na co ja się rzuciłem. Osiągnąłem możliwości, dzięki którym mogłem zostać w miejscu na YouTube, nie zwiększać jakości, tylko zostać przy tej pierwotnej, mieć całą kasę w kieszeni, zainwestować sobie w jakieś nieruchomości i kontynuować tę pracę do końca mojego kanału. Miałbym zabezpieczenie, spokojną przyszłość i to jest super. Jeśli komuś coś takiego odpowiada, to odradzam tę drogę, którą ja idę, bo to jest bardzo stresujące, męczące psychikę, a do tego jest duża odpowiedzialność i potężne ryzyko.

Tylko ja akurat jestem taki, że nie usiedzę na miejscu. Nie chcę spędzić swojego życia w cieplutkich kapcioszkach w swojej nieruchomości. Do dzisiaj nie mam żadnej nieruchomości, bo wszystko inwestuję. Kiedyś nie do końca dobrze to robiłem, ale wiadomo, trzeba było popełnić kilka błędów, żeby się czegoś nauczyć. Ja mam duży apetyt i to jest spowodowane tym, że naprawdę chcę zrobić jakieś ważne rzeczy. To wymaga ryzyka, które muszę podjąć, żeby do tego dojść, żeby stać się reżyserem, bo nie mam żadnej szkoły, więc muszę iść pod prąd. Natomiast jeśli chodzi o resztę twórców, to jeśli jakiś twórca chciał zawsze zostać tym YouTuberem i nic więcej nie chciał w życiu, to świetnie... To też było moje potężne marzenie, ale jeszcze większe było takie, żeby zostać pełnoprawnym reżyserem i spełniać się na ścieżce filmowej. Jeśli jakiś twórca chce czegoś więcej, mając możliwości, jakie daje mu YouTube czy dostęp do finansów i chce np. zostać zawodowym rajdowcem lub kimkolwiek innym, to bardzo polecam podjąć to ryzyko i wykorzystać te możliwości, żeby przekuć to w jakąś dalszą przyszłość. Jest łatwiej, bo masz wyrobione nazwisko i finanse na start, więc można spróbować. Ale to jest ryzykowny i grząski grunt i zawsze trzeba się z tym liczyć.

Czyli generalnie zawsze trzeba mierzyć wyżej.

Pewnie, niech każdy próbuje na miarę swoich możliwości, ale nie można też całe życie się zajeżdżać. Ja na razie robię to, co robię, ale ustaliłem sobie próg do 30-paru lat, że mogę zasuwać jak na maratonie. Uda mi się to wszystko i sobie tę przyszłość ułożę taką, jaką chciałem, albo się nie uda i po prostu ucieknę do jakichś ciepłych krajów.

W takim razie życzę Ci powodzenia w osiąganiu tego, co sobie założyłeś, powodzenia w kolejnych produkcjach i dziękuję Ci bardzo za wywiad!

Dziękuję Ci również, miło było pogadać!

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.