Adam Drzewicki dla APYnews:

Adam Drzewicki dla APYnews: "Niewiedza na temat Internetu jest ogromna" [WYWIAD] część 1

Jak to jest rozmawiać z postrachem byłych maturzystów, którzy na widok loga jego kanału uciekają w popłochu? Bardzo miło, tylko trzeba wziąć ze sobą encyklopedię. Albo najlepiej cały Internet. A tak całkowicie poważnie, Adam Drzewicki, założyciel kanału Matura To Bzdura to bardzo miły człowiek, od którego można się wiele nauczyć. Dowiedzieliśmy się między innymi, dlaczego najlepiej by było, gdyby Elon Musk został naszym imperatorem, jaki jest przepis na rakietę na Marsa i czego może nauczyć nas jajko. Druga część wywiadu ukaże się w środę, w której porozmawiamy z Adamem o jego najnowszej aplikacji Quiz House.




Grzegorz Majchrzak: Na kanale Matura To Bzdura negujecie polskie szkolnictwo, a wielu z Waszych widzów jest zapewne zwolennikami argumentu o bezsensowności uczenia się o funkcjach i tym podobnych, z resztą jest to bardzo popularny pogląd. Ja gdzieś czytałem jednak, że nauka o funkcjach, logarytmach, trygonometrii i podobnych właśnie jest nam bardzo potrzebna do tego, żeby utrzymywać pewien poziom inteligencji.

My nie negujemy systemu edukacji, my po prostu wskazujemy na jego słabe punkty. Czasami krytyka może być określana jako negowanie, ale często się krytykuje, bo Ci po prostu na czymś zależy. Rzeczywiście, są dwie teorie. Jedna mówi, że edukacja powinna dawać nam przydatną wiedzę, najlepiej taką, która przyda się w przyszłej pracy, więc różniczkowe równania i inne matematyczne działy, których już nawet sam nie pamiętam, są niepotrzebne. A druga nam mówi, że powinniśmy się uczyć dla nauki, aby rozwijać nasz umysł i światopogląd. Na te dwie teorie warto spojrzeć z perspektywy bardzo osobistej. Bo jeśli mamy stabilną finansowo sytuację, to możemy się bawić w studiowanie filozofii czy w uczenie się funkcji w matematyce i może mieć to dla nas bardzo pozytywne skutki. Natomiast, jeśli kogoś finanse są ograniczone, to musi bardziej zwracać uwagę na to, co mu się bardziej przyda do przeżycia. Obowiązek edukacji w Polsce na szczęście dotyczy wszystkich – nieważne czy masz ojca milionera, czy Twoja rodzina ledwo wiąże koniec z końcem. Idziesz do szkoły i uczysz się za darmo, a Twoim największym zmartwieniem są ceny podręczników. Edukacja powinna rozwijać mózg i moim zdaniem bardzo często nie mamy nawet świadomości, jak to wszystko się nam przydaje. Sądzę, że powinniśmy się uczyć rzeczy, które są bardziej przydatne i nas rozwijają, gdzie tylko jest to możliwe. Istnieje bardzo obiecująca metoda nauki poprzez projekty. Chodzi o to, że nie uczymy się jednego przedmiotu, ale robimy projekt o pseudonimie: „Jajko”. Uczymy się skąd ono pochodzi, następnie dowiadujemy się, gdzie żyje kura. Kolejnym etapem jest gotowanie, więc liczmy, ile jajko ma kalorii, musimy również obliczyć ile potrzeba energii, aby to jajko ugotować – wtedy to wszystko łączy się ze sobą. Nie twierdzę, że jest to najlepszy sposób na naukę, który można wszędzie zastosować, ale uważam, że aktywna nauka przez projekt jest dużo bardziej wciągająca, niż siedzenie w ławce i słuchanie nauczyciela.

Żadna skrajność nie jest dobra i również w tym przypadku wydaje mi się, że trzeba znaleźć złoty środek. A jak do tego wszystkiego ma się technologia? Rzadko kiedy liczymy coś w pamięci albo jeśli już liczymy, to zaraz się poddajemy i sięgamy po kalkulator w telefonie. Wydaje mi się to trochę zgubne.

Zgadzam się z tym, że technologia może upraszczać nam drogę dojścia do wiedzy. Technologia to jest po prostu narzędzie, które możemy wykorzystać pozytywnie, ale i negatywnie. Możemy cały dzień oglądać Netflixa, siedzieć na fejsie i przez UberEATS zamawiać sobie kolejne burrito, kto tak nie spędził weekendu? Możemy jednak też dużo szybciej dojść do specjalistycznej wiedzy, która jest „świeżo” odkryta przez naukowców. Ja jako „stara" osoba, która ma dzisiaj 32 lata, pamiętam czasy, gdy czegoś nie wiedziałem, to szedłem do pokoju rodziców i zaglądałem do sześciotomowej encyklopedii PWN, która była „nowa” więc miała mniej, niż 10 lat. W niej znajdowałem bądź nie znajdowałem odpowiedź w formie 6 zdaniowej definicji. Jeśli odpowiedzi nie znalazłem, to mogłem pójść do biblioteki dwie ulice dalej, jeśli było przed 18 i był to dzień powszedni. Wtedy mogłem powtórzyć ten proces na dwudziestopięciotomowej encyklopedii, która była wydana ponad 15 lat wcześniej i to był koniec moich możliwości poszukiwania wiedzy, nie licząc pomocy innych osób, jak rodzice czy nauczyciele. Gdyby w takich realiach znalazł się dzisiejszy nastolatek, to czułby się bardzo ograniczony i ja się z nim zgadzam, ale nie do końca rozumiem, skąd jest tyle narzekania na to rewelacyjne narzędzie?

Po prostu czasem mi się wydaje, że technologia nas upośledza pod pewnymi względami. Kiedyś trudniej zdobywało się wiedzę, ale też chyba lepiej zapamiętywało się pewne rzeczy, bo wkładało się w to pewne starania?

Nie do końca, bo często też nie dostawałem odpowiedzi i się poddawałem. Teraz szukając jakiegokolwiek hasła w Internecie mam wiele źródeł, część z nich jest w formie video, część w formie audio lub obrazów, mogę je od razu porównać ze sobą. Mogę się wgłębić w najnowsze prace naukowe i pozyskać najbardziej aktualną wiedzę na świecie, to jest przełom, którego nie doceniamy. Dzisiaj chcąc się nauczyć czegokolwiek, mogę to zrobić dużo szybciej i łatwiej. W ten sposób byłem w stanie zdobyć wiedzę o tym, jak robić filmy wideo, jak wypromować Matura To Bzdura – oglądałem wideo, słuchałem audiobooków, a parę lat wcześniej to nie było możliwe. Natomiast fakt, że dzieciakowi nie chce się uczyć, jest normalny. Ja pisałem wypracowania z encyklopedii, teraz się pisze wypracowania z Wikipedii, a za 10 lat będą pisane wypracowania z VR-pedii. Rolą nauczyciela jest dostosowanie się do czasów i ukaranie leniuchów, co nie jest arcy trudne.



No właśnie, może przydałoby się edukować młodych ludzi na temat tego, jak wykorzystywać dostępną wiedzę i możliwości. Wielu młodych ludzi nie ma pojęcia o potencjale, który leży w Internecie.

Sądzę, że warto, ale to jest już druga lekcja. Trzeba zacząć od podstaw, czyli nauczyć dzieci, jak się uczyć. Moim zdaniem w szkole powinny być wprowadzone lekcje z technik szybkiego zapamiętywania i czytania i powinny być one powtarzane i rozszerzane z klasy na klasę, tak samo, jak wiedza z języka polskiego czy biologii. Ponadto powinniśmy mieć lekcje z tworzenia projektów i startupów oraz z finansów osobistych. Wiem, że to nie jest łatwe, ale powinniśmy dążyć do szkoły XXI wieku, która odpowiada realiom, w którym żyjemy i jeśli jeszcze dodamy do tego naukę, o tym, jak korzystać z Internetu, to mamy rakietę, która doleci do Marsa… a Madagaskar może się schować! Polska będzie miała swoją pierwszą kolonię pozaziemską.

Tylko co można zrobić, żeby na mówieniu się nie skończyło? Da się w ogóle coś zrobić konkretnego w tym kierunku?

Najłatwiej byłoby, gdyby Elon Musk został naszym imperatorem. Tak na serio, to na gadaniu się to zwykle kończy, ponieważ prawdziwe zmiany wymagają czasu, a my chcemy rezultatów od razu. Musimy sobie zdawać sprawę z realiów. My możemy sobie teraz siedzieć i mówić „Ha, jakie to jest proste, gdybym był nauczycielem, to bym tak robił!". Natomiast nauczyciele mają bardzo wymagającą pracę, ponadto, jest to jedyny zawód intelektualny, który nie ma stałej pracy przy stanowisku z komputerem. Pamiętam, jak opowiadali mi pracownicy dużych wydawnictw, że gdy oni robili webinaria, na temat „Jak założyć gmaila", to oglądało ich 7 tysięcy nauczycieli, na żywo. Tym wydawnictwom bardzo zależy na edukacji nauczycieli, ponieważ mają w swojej ofercie przeróżne materiały internetowe. To jest bardzo duży problem. Trzeba też pamiętać, że część nauczycieli ma powyżej 50 lat i trudniej im jest przystosować się do nowych realiów. Wciąż widzę członków mojej rodziny, którzy nie do końca ogarniają Worda, a gdy mówię, że wyszedł nowy odcinek Matura To Bzdura, to pytają mnie, czy w Google mają wpisać YouTube. To nie jest tak, że ja opowiadam sytuację sprzed 5 lat, to jest sytuacja sprzed miesiąca! Niewiedza na temat Internetu jest ogromna, dlatego warto szkolić i młodszych, i starszych.



Podam Ci taki fajny przykład: czterdziestoletni nauczyciel podchodzi na przystanek autobusowy i przepisuje ręcznie na kartce godziny kursów autobusów. Podchodzi nastolatek i robi zdjęcie rozkładowi jazdy, a nauczycielowi opada szczęka. Tutaj zwykle ta historia się kończy, ale technologia idzie do przodu, więc historia ma trzeciego bohatera, który siedzi w domu i na Jakdojade ma rozkład zawsze przy sobie, razem ze wszystkimi aktualizacjami drogowymi.

Więc po prostu chyba trzeba będzie poczekać na zmianę pokolenia w szkole i wtedy to wszystko rzeczywiście pójdzie do przodu.

Tak, ale pamiętaj o tym, że nie każdy nauczyciel, który teraz uczy, jest w w podeszłym wieku. Pokolenie to 30 lat, a co roku nowi nauczyciele zaczynają uczyć, a inni odchodzą na emeryturę. Ta zmiana następuje powoli i jest wspierana z wielu stron: Ministerstwo Edukacji inwestuje coraz więcej w projekty internetowe jak e-podręczniki, to samo robią wydawnictwa podręczników, na YouTube powstaje coraz więcej kanałów popularnonaukowych, a co jeszcze ważniejsze – edukacyjnych, dzięki czemu możemy nauczyć się matematyki na YouTubie. Wszystko idzie do przodu. Warto przypomnieć osobom, które lubią wymówki, że nie ma sensu zwalać winy na nauczycieli, dużo też zależy od nas. Jeśli uczeń ma samoświadomość, to powinien zrobić wszystko, żeby iść w dobrą stronę.

A co ze studiami? Mówiłeś, że studia są bezwartościowe dzisiaj... natomiast ja myślę, że są bardzo wartościowe – uczą zaradności, są szansą na uniezależnienie się i pomagają poznać siebie, choćby przez świadomość złego wyboru – człowiek, który w liceum nie ma pojęcia, co chce robić w życiu, czasem dowiaduje się na studiach, czego robić nie chce, a to już coś, bo nie każdy od razu wie, że chce zostać informatykiem, lekarzem czy prawnikiem.

Na pewno mówiłem, że studia to bzdura. Jeśli mielibyśmy się poprzez studia dowiadywać, czego nie chcemy robić, to studiowanie mogłoby trwać do emerytury. Trzeba na to znaleźć efektywniejszy system. Od kiedy ja skończyłem studiować, to idea studiowania poszła w jeszcze gorszym kierunku. Studentów jest coraz więcej i chcą mieć coraz więcej dyplomów nie z głodu wiedzy, ale żeby CV lepiej wyglądało. Widziałem to po swoich znajomych, którzy studiowali politologię i czuli się gorzej od znajomych, którzy studiowali prawo, więc brali na barki drugi kierunek np. dziennikarstwo. Zdawanie egzaminów kończyło się na kuciu na blachę w ostatniej minucie, więc ta wiedza na pewno w głowach nie pozostawała, a ponieważ ci znajomi nie uczyli się przydatnych umiejętności, to drugi kierunek dużo im nie dawał. Tutaj dochodzimy do statystyki, że ponad 80% pracowników w galeriach handlowych ma wyższe wykształcenie! Nagle się okazuje, że magisterka z socjologii nie daje możliwości ciekawej pracy, a osoba po maturze składa spodnie tak samo, jak osoba z magisterką, kto by się tego spodziewał? Drugi coraz bardziej nasilający się aspekt studiowania to pracujący student. Jedną stroną medalu są pieniądze, a drugą wymagane doświadczenie przez wielu pracodawców. Wielu ludzi pracuje w zawodzie, a w weekendy się uczy. To może wydawać się fajne, ale praca i nauka bez dnia przerwy po prostu wykańcza. Ponadto, jeśli uczysz się dwa dni w tygodniu, a nie pięć dni w tygodniu – to będziesz wiedział znacznie mniej. Studenci zaoczni i wieczorowi mają bardzo okrojony materiał i ponieważ uczelnie na nich zarabiają, to również od nich mniej wymagają.

A studenci dzienni, którzy w międzyczasie pracują w zawodzie?

Ja studiowałem prawo dziennie i ja nie miałbym w ogóle czasu na pracę, bo musiałem się uczyć. Więc jeśli masz czas na pracę podczas studiów dziennych, nawet na pół etatu – to albo to jest znak, że to są słabe studia, albo warto je rzeczywiście uzupełnić pracą w zawodzie, aby mieć doświadczenie zawodowe.

Podsumowując: co jest najlepszym wyjściem?

To zależy oczywiście od kierunku studiów i sytuacji finansowej. Studiując medycynę, prawo, architekturę, lub wiele kierunków na politechnikach lepiej nie pracować, bo te kierunki są bardzo wymagające. Osobom studiującym kierunki mniej wymagające, choć jest to kwestia bardzo subiektywna, poleciłbym rozwijanie swoich pasji i szukanie zawodu, w którym chciałyby się realizować. Jeśli posiadają środki finansowe, to mogą pracować za darmo w miejscu, które jest w stanie dać najlepsze doświadczenie zawodowe. Wspominałeś też o tym, że ludzie bardzo często nie wiedzą, na jaki kierunek iść.

Tak, to jest bardzo  sytuacja.

Według mnie to wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, dostępne wybory kierunków są przestarzałe i ograniczone, jakbyśmy szli do McDonalds'a i mieli wybór zestawów od 1 do 6 – ktoś weźmie BigMaca, ktoś weźmie McChickena i tyle. Po drugie, czy w liceum robimy wystarczający research kierunku studiów, na które idziemy?

Wydaje mi się, że to jest bardzo trudne. Wielu ludzi nie ma w ogóle pojęcia, jak się do tego zabrać. Jest wiele informacji, ale które z nich to te prawdziwe i wartościowe?

Moim zdaniem zorientowanie się, czy dany kierunek studiów nam odpowiada, jest dość proste, ale czasochłonne. Nie zgrywam tutaj mędrca, lecz osobę, na której błędach można się czegoś nauczyć. Przygotowywałem się 2 lata na prawo, bo wtedy były egzaminy wstępne i widziałem parę książek z pierwszego roku prawa. Nie sprawdzałem, jak te studia wyglądają, nikt ze mną szczerze nie porozmawiało tym, że jest mnóstwo kucia z historii i ustaw – gdybym to wiedział, nie wiem, czy bym zrezygnował, ale na pewno miałbym bardziej realne podejście do kierunku.



No i właśnie przyszli studenci bardzo często wybierają swój kierunek jak kota w worku.

Tak, a czy to by było takie trudne przejść się na uczelnię w weekend, żeby nie narażać czasu szkolnego i spędzić trochę czasu na wykładach, które są publicznie dostępne? Porozmawiać ze studentami, jak faktycznie wygląda studiowanie, zobaczyć, z jakich podręczników się uczą i przekonać się, czy rzeczywiście kogoś to zainteresuje. Idąc na studia, decydujemy się na 3 lub 5-letnią przygodę, więc zorientujmy się, co nas czeka!

Bardzo cenna rada, szkoda, że wcześniej o niej nie wiedziałem... (śmiech).

Ja niestety też, dlatego mam nadzieję, że dzięki temu wywiadowi więcej osób się o tym dowie. Co warto wiedzieć? Warto poprzeglądać akademickie podręczniki z 2 roku. Niektóre mogą przestraszyć... i dobrze! Widocznie coś nie jest dla Ciebie. Jeśli nie jesteś typem osoby, która może wchłonąć 1000 stron suchej wiedzy, to szukaj dalej, ale przynajmniej jedną rzecz już wyeliminowaliśmy, i to jest właśnie bardziej efektywne, niż studiowanie, aby się przekonać, że określony kierunek studiów nam nie odpowiada.

Rzeczywiście, masz rację. Kończąc wątek edukacji z przymrużeniem oka, najlepszy kierunek studiów dla YouTubera to...?

Sądzę, że nie powinniśmy szufladkować YouTuberów. Cezik jest po automatyce i robotyce, AdBuster skończył filologię polską, chłopaki z Jelenich Jaj są po filmówce w Łodzi, a ja nie skończyłem żadnych studiów, jeśli w ogóle mogę podłączyć się do tej listy. Według mnie najważniejsze jest to, aby zrobić jak najszerszy research przed pójściem na określony kierunek, tak jak już wcześniej wspominałem. Wystarczy pamiętać, że prawie każdy może założyć własną działalność gospodarczą i mieć swój biznes, którego dodatkiem może być kanał na YouTube.

 

Druga część wywiadu ukaże się w kolejną środę...

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.