Wywiad z Niekrytym Krytykiem z okazji 7-lecia kanału! [WYWIAD]

Dokładnie dziś mija 7 lat, odkąd na YouTube swoją działalność rozpoczął Maciej Frączyk. Jako Niekryty Krytyk na swoim kanale zgromadził prawie 1,3 milionową widownię, a jego 188 filmów zostało łącznie obejrzanych ponad 200 milionów razy! YouTube stał się dla Maćka fantastyczną odskocznią w samorozwoju, dzięki czemu ma już na swoim koncie 6 książek, autorskie audycje w radiu czy własną rubrykę z felietonami w jednym z najpopularniejszych polskich magazynów. Niekryty Krytyk zgodził się specjalnie na tą okazję udzielić nam obszernego wywiadu, w którym odpowiada na pytania, jakich jeszcze nie usłyszał od nikogo innego. Zapraszamy:


APYnews: Niebawem będziesz obchodził 7-lecie Twojego kanału. Patrząc na rozwój YouTube rok 2009, a dzisiaj to zupełnie dwa inne światy. Co się najbardziej zmieniło od tamtego czasu?


Niekryty Krytyk: Czuję się trochę jak taki rdzenny Amerykanin, który siedział sobie przy ognisku oglądając bizony, a tu nagle przypłynęły statki z Europy i zaczęły stawiać Starbucksy :) A tak całkiem serio – na pewno obecnie ludzie, często naprawdę bardzo młodzi – nie boją się pokazać twarzy, podzielić pomysłem, zaryzykować. Nie zmienia to faktu, że jak widzę takich letsplayerów, rzucających ku**ami i ch***mi na lewo i prawo przed swoimi 8-9 letnimi widzami, to zaczynam się zastanawiać, czy ta cała wolność i swoboda twórcza w Internecie nie będzie miała bardzo negatywnych skutków w dłuższej perspektywie. Sporo  prawdy jest w powiedzeniu o nasiąkającej za młodu skorupce, a obecnie dorastające pokolenie jest de facto pierwszym wychowanym ze smartfonem i wszechobecnym, nieposkromionym i w żaden sposób niecenzurowanym Internetem. Wyczuwam nadciągającą degrengoladę, ale może powinienem być większym optymistą. Moje emocjonalne odczucie jest takie, że YouTube przez te lata stał się miejscem, jakby to ująć... bardziej posępnym.


W pewnym momencie byłeś największym polskim youtuberem. Zwracałeś na to uwagę?


Niespecjalnie przykładam wagę do cyferek – wiesz, w czasach moich początków mało kto, łącznie ze mną, wiedział na przykład o co chodzi z tymi całymi subskrypcjami i dlaczego są tak ważne. Kiedy w ciągu kilku dni od publikacji twój film oglądają 2-3 miliony ludzi to na pewno może robi wrażenie, ale poczucie satysfakcji zawsze miałem na podobnym poziomie, niezależnie od ilości wyświetleń, łapek czy komentarzy. Wiem, ze dziś prowadzi się rankingi, porównuje osiągnięcia youtuberów, tendencje itd., ale to mnie nigdy szczególnie nie zajmowało – zawsze chciałem po prostu robić na spokojnie swoje, pisać, kręcić, montować – tylko tyle i aż tyle.




Jak dużym czynnikiem był YouTube w Twoim dalszym samorozwoju? Na koncie masz kilka książek, przygodę z własną audycją w radiu i to nie tylko, bo wymienienie wszystkiego zajęłoby mi parę chwil.


YouTube pozwolił mi pokazać się szerszej publice i na pewno bez niego te największe projekty nie mogłyby być zrealizowane. Ciekawe jest to, że w przypadku każdej współpracy – czy to z wydawnictwami, czy to z radiem, to mnie na coś namawiano – to bardzo miłe i nobilitujące. Długo zastanawiałem się czy jest sens wchodzić w te całe książki, a dziś to moje ulubione zajęcie, także warto próbować nowych formatów i przede wszystkim wierzyć w swoje możliwości.


Jak popularność zmienia człowieka? Był taki moment, gdzie tzw. sodówka mogła uderzyć do głowy?


Na pewno tak – w pewnym momencie mogłem wejść w ten cały celebrycki świat, mądrzyć się w telewizjach śniadaniowych, talk showach, pozować na ściankach i pić szampana z Olivierem Janiakiem na dachu wieżowca w Warszawie podczas ceremonii otwarcia nowego Tesco, naprawdę propozycji nie brakowało. Dostałem nawet dość lukratywną propozycję prowadzenia własnego programu w jednej z największych stacji telewizyjnych, ale forma programu była, delikatnie mówiąc, lekko głupawa, a ja nie chciałem chałturzyć – zresztą, zawsze miałem taką zasadę, że albo robimy coś po mojemu i jest to na pewnym, zakładanym przeze mnie poziomie, albo w to po prostu nie wchodzę. Tak też było w przypadku propozycji współprowadzenia bodajże programu „Na Językach“ – sorry, ale dla mnie to trochę za duża wioska, kasa nie może być najważniejszym czynnikiem. Nie do końca rozumiem, jak można brać udział w takich tworach jak Celebrity Splash czy Lip Sync Battle. No chyba, że w pasie szahida.



ZAPRASZAMY RÓWNIEŻ DO PONIEDZIAŁKOWEGO WYWIADU Z ROJEM, KTÓRY OBCHODZIŁ 5-LECIE SWOJEGO KANAŁU


Polskiego YouTube nie śledzisz, ale ostatnio pisałeś, że podoba Ci się treść tworzona przez Krzysia Gonciarza. Jego produkcje podniosły poziom na naszym internetowym podwórku?


Myślę, ze vlogi Krzysztofa nie tyle podniosły poziom, co go stworzyły. Wielu osobom się wydaje, że do nakręcenia takiego filmu wystarczy włączyć nagrywanie i zacząć pokazywać swój dzień – a to tak naprawdę lata spędzone nad doskonaleniem się w bardzo wielu różnych dziedzinach. Krew, pot i łzy, których nie widać. Ja to bardzo dobrze rozumiem, dlatego szanuję i propsuję.



Zejdźmy z tematu YouTube na książki. Wydałeś ich już łącznie sześć. Czy autor może mieć swoją ulubioną?


Jestem generalnie dość krytycznie nastawiony do wszystkiego co robię – zawsze mi się wydaje, że mogłoby być lepiej. Mam za to mega satysfakcję, kiedy ktoś mi pisze, że kupił, czytał i było zajebiście. Bardzo to doceniam, tym bardziej przy obecnych cenach książek – niestety na to wpływu akurat nie mam. Dla pocieszenia mogę dodać, że autor od sprzedanego egzemplarza do kiermany dostaje około złotówki. Dziwny podział zysków, no ale trzeba się z tym pogodzić.


Od 2012, przynajmniej raz w roku publikowałeś książkę. Tylko w 2013 zdarzyło się, że udało Ci się wydać dwie publikacje. W tym roku jedną książkę już wypuściłeś na rynek, stąd pytanie czy na następną musimy czekać na wiosnę, lub może jeszcze zaskoczysz czymś na jesień.


W tym roku chciałbym wydać jeszcze dwie książki, naprawdę mocno się w to wkręciłem i mam sporo pomysłów, myślę, że całkiem fajnych. Dopóki mi się chce pisać, ktoś chce to wydawać a jeszcze ktoś inny czytać – to będę to robił.


Możesz nam ujawnić, która książka sprzedawała się najlepiej?


Pierwsza sprzedawała się zaskakująco dobrze – dostała nawet nominację empiku w kategorii książki roku dla młodzieży i przegrała z „Igrzyskami Śmierci”. Z perspektywy czasu uważam ją za dość chaotyczną, no ale to były pierwsze koty za płoty i sam do końca nie wiedziałem, co i jak chcę w niej zawrzeć. Te najnowsze mają już zdecydowanie bardziej konkretną formę i czytelnik wie, czego mniej więcej się spodziewać.


Na swoim Facebooku otrzymujesz wiadomości od fanów, którzy Twoją twórczość postanowili wykorzystać na egzaminie maturalnym. Jest to w jakimś stopniu budujące dla autora?


Rzeczywiście, czasem ktoś pokazuje Niekrytego Krytyka na maturze, albo w pracy magisterskiej czy nawet doktoracie – to oczywiście przyjemne, ale nie odbieram tego zbytnio osobiście, bo NK (Niekryty Krytyk - przyp. redakcja) to przecież coś w rodzaju maski, przebrania klauna.



W Radiu Zet miałeś dwa kilkumiesięczne epizody. Jak oceniasz tą współpracę, jakie miałeś początkowo do niej nastawienie oraz czy możliwy jest Twój powrót do radiostacji?


Kiedy dostałem propozycję stworzenia autorskiej audycji byłem nastawiony raczej na nie – bałem się, że ktoś „wyżej“ będzie tym dyrygował, wtrącał się, cenzurował, tak jak miałoby to miejsce we wspomnianych wcześniej telewizyjnym show. Postawiłem jeden warunek – robię po swojemu. Jeśli przejdzie, robimy. No i przeszło. Na razie nie planuję nowych audycji, skupiam się bardziej na pisaniu, ale zobaczymy co przyniesie przyszłość. Wiesz, problem w tym, że ja nie za bardzo lubię swój głos...




Piszesz również felietony do czasopisma CKM. W połowie czerwca na Twoim fanpage’u napisałeś, że na początku liceum Twoim marzeniem było pisanie dla tego typu magazynu. Jak udało się je spełnić?


Wystarczyło przez prawie 20 lat stukać w klawiaturę i wreszcie się udało! To dla mnie bardzo prestiżowe, bo do Internetu może pisać każdy, a w magazynach tego rodzaju jest miejsce tylko dla jednego autora. Za każdym razem, kiedy widzę swój tekst w CKM-ie przybijam sobie w myślach piątkę.



Artystycznie starasz się spełniać również w muzyce. Skąd wzięło się zamiłowanie do tego? Czym konkretnie się pasjonujesz?


Kupiłem kiedyś, właściwie przez przypadek, zestaw do Rock Band i odwaliło mi na tym punkcie. Po pewnym czasie pomyślałem, że zamiast gumowej, zabawkowej perkusji mógłbym kupić jakiś werbelek i stopę... Dwa miesiące później miałem pełny zestaw. Nie potrafię wprawdzie zagrać czegoś mega efektownego, bo to zdecydowanie sfera czystej zabawy, a do nauki „na poważnie“ trzeba się po prostu przyłożyć i poświęcić na to sporo czasu. Kumpel, zawodowy pałkarz, dał mi jedną lekcję korepetycji i na tym się skończyło, bo ja chciałem od razu umieć jak Avenged Sevenfold, a on mi podsunął jakieś cholerne nuty :)


To samo stało się z gitarami – mam obecnie kilka akustyków, elektryków i parę wzmacniaczy i dość regularnie sobie coś tam brzdękam. Lubię chyba najzwyczajniej w świecie obcować z instrumentami, frajdę sprawia mi już zagranie czysto trzech najprostszych akordów, wydaje mi się to bardzo, jakby to powiedzieć... romantyczne, mistyczne. W tworzeniu muzyki tkwi jakaś niezwykła siła i bardzo żałuję, że zgłębię ją pewnie w bardzo ograniczonym stopniu. No i lubię śpiewać, myślę, że sprawdziłbym się fenomenalnie jako trzeci rezerwowy w Sex Pistols :)


Pytałem już o YouTube, książki, audycje radiowe, pisanie felietonów do CKM oraz muzykę. Co z wspomnianych czynności sprawia Ci największą przyjemność?


Udało mi się dotrzeć do takiego miejsca, w którym właściwie nie muszę pracować nad czymś, co miałoby nie sprawiać przyjemności. Oczywiście nie mówię, że wszystko dzieje się hop siup, bo pisanie, że użyję takiego uroczego porównania, rzadko jest jak zdrowy, mięsisty stolec – częściej bardziej przypomina bolesne zatwardzenie albo szaleńczą sraczkę. Zauważ, że właściwie wszystko co robię czy robiłem – filmy, audycje, książki – bazuje na klepaniu literek. To jest zdecydowanie wspólny mianownik mojej radosnej twórczości i nie mam nic przeciwko żeby dalej tak było.


Dzięki za rozmowę i powodzeniu w pisaniu najnowszych książek.


Dzięki i pozdrawiam.



Quiz o Niekrytym, jak dobrze znasz Macieja Frączyka? 


 

Wojtek Andree

Współzałożyciel portalu APYnews.pl. Zainteresowany tematyką produkcji video jak i podróżowania. Z YouTube żyje razem już prawie ósmy rok.